TRISWIM kosmetyki neutralizujące chlor

Wesołe dzieje budowy stadjonu pływackiego w Warszawie

iplywamy 18:55

Wesołe dzieje budowy stadjonu pływackiego w Warszawie

Start nr 1, 1929r

Rzadko która ze wznoszonych obecnie budowli spor­towych przechodziła tak zmienne koleje, nim wreszcie została zrealizowana jak stadjon pływacki w Warszawie, w listopadzie r. b. po raz pierwszy napełniony wodą.

Inicjatorem jego, jak wiadomo, był Polski Zwią­zek Pływacki, wykonawcą zaś Państwowy Urząd W. P. i P. W. Pierwsze kroki PZP w kierunku budowy własnej pływalni datują się jeszcze z roku 1923, za czasów preze­sury płk. Matuszewskiego. Powzięto wtedy inicjatywę oczyszczenia stawu w Parku Sobieskiego i wybudowania drewnianych urządzeń, któreby umożliwiły jego używal­ność dla celów pływackich. Ale ani w roku 1924, ani w 1925 nie było w Polsce żadnych kredytów na sport, to też pro­jekt nie posunął się wiele naprzód. Dopiero gdy w r. 1926 zrobiło się z kredytami nieco „luźniej”, PZP przystąpił do zrealizowania zamiaru.

Od projektu wyszlamowania stawu i wybudowania pomostu na palach, szybko przeszło się do pomysłu wy­budowania dookoła basenu drewnianej ściany tzw. szpuntpalowej, która uczyniłaby już ze stawu regularny basen. Do projektów coraz śmielszych przechodzi się jed­nak łatwo, to też wkrótce pomysł ten zarzucono, i za­częto forsować pływalnię betonową.

Oczywiście wybetonowanie wielkiego stawu byłoby niepraktyczne, i PZP zaczął szukać innego placu w Parku Sobieskiego. O porozumienie z Z. Z. nie było trudno, spra­wą zainteresowało się żywo Ministerstwo Oświaty, przedewszystkiem viceminister Łopuszański i dr. Kopczyński. Przyznano zaraz konieczne na pierwszy etap robót fun­dusze. Wybrano plac u podnóża stoku pagórka, w samym rorfu parku, przy ul. Agrykola, tuż pod zamkiem ujazdow­skim, Spisano umowę z Min. Oświaty, PZP otrzymał za­liczkę, zakupił cement. 1 wtedy zaczęła się tragikomedja.

Zeszła się na miejscu liczna komisja z udziałem przedstawicieli Wydziału Technicznego magistratu. Plac zakwalifikowano jako nadający się do budowy, było to z początkiem lata 1926 r. Angażowano już inżynierii do projektu, gdy tymczasem na placu zjawiła się 16-to oso­bowa komisja Wydziału Technicznego i orzekła, że ze względów zarówno regulacyjnych jak i technicznych (ro­dzaj gruntu), o budowie pływalni pod zboczem mowy być nie może. Obecny osobiście naczelnik wydziału, inż. Sie­miński ofiarował natychmiast PZP z własnej inicjatywy plac przy ul. Leszczyńskiej, dając na dodatek jeszcze i — ciepłą wodę z elektrowni. Perspektywa była korzystna, PZP na nią chętnie się zgodził, zmienił umowę z Min. Oświaty, i zakrzątnął się około nowego terenu. Sprawa stała w ten sposób, że PZP miał budować pływalnię 25m. na 12,5 m., która w przyszłości miała być częścią wielkiego miejskiego kąpieliska.

Bieda była tylko z Wydziałem Zaopatrywania, który na tem miejscu ma swą betoniarnię. Pod presją jednak zgodził się on wydzielić mikroskopijny kawałek placu, w ten sposób, że parkan z 2 stron miał stać o… 40 cm. od brzegu basenu. Z trudem wytargowano trzymetrowy pas. Po stu konferencjach i audjencjach, p. Prezydent miasta inż. Jabłoński oświadczył nam, że możemy śmiało budować basen 50 m. na 25 m., gdyż jak zapewniał, ką­pieliska w tem miejscu, jako reprezentacyjnem nigdy nie będzie. Opinji tej nie podzielał jednak Wydział Techniczny. Znów kilka konferencji, wreszcie inż. Słomiński nie chce już nas przyjąć, oświadczając, że niema o czem mó­wić, że paliki na placu są wbite, i PZP może objąć terenu w każdej chwili i rozpoczynać budowę. A umowę dzier­żawną — spisze się „później”.

W tym momencie komedja zmienia się w farsę. Idziemy do Wydziału Prawnego. Ten zaczyna „uzgad­niać” projekt dzierżawny. A więc mają cos do powiedze­nia: Wydziały techniczny, zaopatrywania, terenów miej­skich, i wreszcie wydział zdrowia. Uzgadnianie odbywa się na posiedzeniach, które mają miejsce co tydzień. Tak więc każde „uzgodnienie” trwa w pomyślnych okolicz­nościach 2 — 4 tygodni. Procedurę przerwała na dwa mie­siące choroba właściwego referenta w Wydziale Praw­nym, ale z końcem jesieni wszystko było już na dobrej drodze. Tekst umowy zaakceptowały obie strony, pozo­stało uzgodnienie z Wydziałem Zdrowia. Tu uderzył grom z jasnego nieba: Naczelnik tego wydziału, p. Dr. Bogucki, oświadczył krótko, że plac w mysi uchwały Rady Miej­skiej należy oddawna do Wydziału, który niema najmniej­szego zamiaru oddawać go PZP na jakieś prowizorja, gdyż całą budowlę wzniesie w najbliższym czasie sam.

Magistrat wobec tej sytuacji jak niepyszny musiał PZP wyprosić z ofiarowanego terenu, zwrócić wyłożone 1.700 zł. na parkan, którym PZP zdążył już odgrodzić swój plac, i ofiarował nam plac inny, a mianowicie… na Henrykowie, a więc za miastem. Gdy ten się nie podobał— proponowano fort Traugutta. PZP już się zgadzał, ale za­protestował… Wydział Ogrodnictwa. Wtedy to przyszła chwila najcelniejszego pociągnięcia magistratu: ofiaro­wano PZP plac w okolicach ul. Filtrowej, który miał jeden tylko drobny minus: znajdował się tam dom, który na­leżało zburzyć, wyeksmitowawszy uprzednio lokatorów! A zaznaczyć trzeba, że była to już wiosna 1927 r., i że na budowę pozostało bardzo mało czasu.

Propozycji budowania na Szczęśliwicach PZP nie brał już na serjo. Na tem skończyły się stosunki PZL z Magistratem. Kosztowały one związek 18 straconych miesięcy.

Wtedy to płk. Ulrych, Prezes PZP, zdecydował przejść do terenów wojskowych. Odtąd sprawy poszły le­piej. Wybór padł na plac na terenie szpitala ujazdowskie­go, plac pod każdym względem idealny. Dowództwo szkoły zgodziło się już, zgodził się też Szef Dep. Sanitarnego Gen. Rouppert. Porobiono pierwsze szkice. Zaprotestował wtedy Komendant szpitala, motywując swe stanowisko tem, że z wody unosić się będą szkodliwe opary, a krzyki z basenu przeszkadzać będą chorym. Plac przy podcho­rążówce okazał się nieosiągalny. Miano tam budować jakiś gmach reprezentacyjny.

Wrócono do… Agrykoli. Dokonano ekspertyzy geo­logicznej terenu pod skarpą. Fachowcy orzekli, że z pewnemi ostrożnościami budować można. Zaangażowano wte­dy inż. Paszkowskiego do robienia projektu już „na do­bre”.. Wtedy wypłynął sprzeciw, dla rozmaitości, ze stro­ny… Kancelarji Cywilnej. Okazało się, że ta część Agry­koli miała w przyszłości należeć do parku P. Prezydenta. Zgoda. PZP przesunął się o paręset metrów dalej, aż poza główną aleję.

Teraz zjawiła się w parku komisja stołecznego Ko­mitetu W. F. z Wojewodą Jaroszewiczem na czele. Ta zdecydowała, że tu budować z różnych względów nie na leży. Wtedy, a było to już latem 1927 r. nastąpił zwrot decydujący. Po walnej naradzie u p. Wojewody, z udzia­łem wszystkich kompetentnych dygnitarzy, Dowódca U. K. Nr. 1 Gen. Wróblewski postanowił oddać PZP plac należący do D. O. K. na rogu ul. Łazienkowskiej i Czer­niakowskiej.

Wprawdzie nie PZP dostał plac, ale dostała go w każdym razie pływalnia. A o to chodziło. Ale i na to długo trzeba było czekać.

Tymczasem projekt inż. Paszkowskiego dojrzewał. Opracowanie go zajęło całe lato, w jesieni był niemal go­tów. Wyłoniono wtedy specjalny komitet budowy, złożo­ny z przedstawicieli PZP i wszystkich kompetentnych in­stytucji państwowych. Komitet jesienią 1928 r. rozpisał przetarg, kredyty mógł P. U. W. F. uruchomić w każdej chwili.

Ostatecznie rzecz stanęła na tem, że budowę pły­walni przeprowadzi Państwowy Urząd W. F. i P. W. sani we własnym zakresie. Przetargi poprzednie unieważniono, Komitet budowy rozwiązano. Kierownictwo Budowy C1WF na Bielanach wzięło sprawę w swoje ręce, projekt inż. Paszkowskiego znacznie przerobiło i z wiosną r. 1928 przy­stąpiono do robót.

Listopad 1928 r. ujrzał wreszcie basen napełniony!

PZP, który od lat 5 „chodził za basenem”, który przez 3 lata miał do dyspozycji zakupione 14 wagonów cementu, który od dwóch lat miał otwarte kredyty na budowę, który od roku miał plac, a sprawy basenu nie mógł ruszyć z martwego punktu, doczekał się wreszcie miłego aktu napełnienia wodą pięknego zbiornika przy ul. Ła­zienkowskiej. 14 listopada rekordzistka Polski p. Iżycka, pierwsza pływała w 5-cio stopniowej wodzie pierwszej pływaku w Warszawie. Ten moment wart był tych pięciu lat starań, tych setek konferencji, audjencyj, komisyi, rewizyj lokalnych, listów, memorjałów, protokułów, prze­targów, i…. kpin całej sportowej Warszawy

Najważniejsze, że basen jest. Choć trybuny są za małe (ale można je powiększyć) ma on wszystkie dane po temu, by stać się pięknym reprezentacyjnym stadionem pływackim.

Teraz kwestja kto nim będzie zarządzał. Otóż PZP jest desygnowany jako jego administrator. Projekt umo­wy leży w P. U. W. F. i znajduje się w toku załatwiania.

Z początkiem lata odbyć się ma uroczyste otwarcie stadjonu pływackiego. Niewątpliwie odbędą się inaugura­cyjne zawody. PZP zarezerwował na ten cel termin 2 czerwca, w którym mają się odbyć pierwsze selekcyjne zawody z udziałem pływaków z całej Polski.

Dzień otwarcia tego basenu będzie dniem, od któ­rego zaczną się nowe dzieje sportu pływackiego w War­szawie, który przez lat siedem tułał się po brudnych wo­dach różnych portów praskich czy czerniakowskich, bądź na wartkim prądzie Wisły, czy wreszcie na nieprzytulnem i wietrznym jeziorze kamionkowskiem.

Start nr 1, 1929r

Pin It

One thought on “Wesołe dzieje budowy stadjonu pływackiego w Warszawie

  1. Był basen i co z tego… zaorali. Zamiast samego stadionu powinniśmy w tym samym miejscu mieć basen który chyba był pierwszym basenem pływackim w Warszawie. I co z konserwatorem zabytków? Pozwolił wszystko zasypać bo obok trzeba w piłkę tylko kopać. Wszędzie tylko orliki, stadiony i kopanie w piłkę kiedy nasi piłkarze jeśli nie zarabiają dla zagranicznych klubów to są do bani i nic wygrać nie mogą. Po co ładować tyle kasy w piłkę nożną jak jest tyle niedocenianych sportów których dzieciaki po prostu nie trenują bo nie ma tego warunków. Za to lansuje się wiecznie piłkę bo za tym idzie kasa. A to co się dzieje na stadionach i kto chodzi na mecze i jak się zachowują kibole to mało kogo obchodzi.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *