Czas przełamać martwotę w piłce wodnej – 1937r

iplywamy 18:29

Czas przełamać martwotę w piłce wodnej – 1937r

Czas przełamać martwotę w piłce wodnej - 1937r

Piłka wodna w Polsce powstała właściwie dopiero w r. 1925, kiedy to po raz pierwszy urządzono mistrzostwa Polski w Krakowie. Mistrzostwa te przez kilka lat urządzano systemem turniejowym, polegającym na tym, że mistrzowie okręgów zjeżdżali się raz na rok razem na jeden termin i ze sobą walczyli. System okazał się fatalny, bowiem kluby zaniedbywały piłkę wodną przez cały rok okrągły, i montowały dopiero drużynę na tydzień przed turniejem. Dlatego też po kilku latach P. Z. P. przeszedł na system „ligowy”. Pięć najlepszych drużyn rozgrywa mistrzostwa między sobą na punkty w ciągu całego lata. System ten jest dość uciążliwy przez zajmowanie bardzo wielu terminów i kosztowny, wobec konieczności wielokrotnych wyjazdów. Koszty te są redukowane dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, że z reguły kluby ligowe skoncentrowane są w okręgu warszawskim i rejonie krakowsko-śląskim. Gdyby były one rozrzucone po całej Polsce — od Wilna po Lwów i Poznań wątpliwe czy system ten utrzymałby się, ze względów finansowych.

Mimo tych trudności system ligowy okazał się dla polskiej piłki wodnej zbawienny. Kluby trzymają swe drużyny „pod bronią” przez cały sezon i siłą rzeczy musza one utrzymywać się stale w formie. Dzięki temu poziom w klubach ligowych wydatnie się w ostatnich latach podniósł.

Inaczej jednak rzecz przedstawia się poza ligą. Przede wszystkim rozgrywki o wejście do tej elity nie cieszą się należytym powodzeniem. Z 8 drużyn uprawnionych do udziału w nich, należy z reguły zaledwie połowa. Myliłby się, kto by sądził, że odstraszają je wyłącznie koszty wypraw. Prawda, że przebycie całych rozgrywek o wejście do ligi jest dla klubów wysiłkiem bardzo znacznym. Ale zdobywałyby się one i na ten trud chętnie, gdyby nie zrażała ich… perspektywa zwycięstwa. Poza jedną Legią, która egzystuje w warunkach w Polsce zupełnie niespotykanych, i która dlatego nie może w ogóle być brana pod uwagę, większość pozostałych klubów niekorzystających z takich przywilejów, boi się po prostu zwycięstwa. Wejście do ligi oznaczałoby dla niejednego z nich ruinę. Nie sprostałyby one kosztom przejazdów, a z drugiej strony skazane by były na same przegrane. Różnica poziomu gry między klubami ligowymi (zwłaszcza czołową trójką — EKS. AZS i Mak-kabi) a drużynami z poza ligi jest ogromna i stanowi główny hamulec, powstrzymujący przed pchaniem się do grona tej elity.

Wypływa za tym zagadnienie, dlaczego z doskonałym rozwojem piłki wodnej w lidze mistrzowskiej nie idzie w parze postęp w okręgach? Dla bardzo prostej przyczyny: dlatego, że w okręgach klubów jest tak mało, iż mistrzostwa składają się z 2—3 spotkań. I mamy tu to samo zjawisko, o którym mówiliśmy na początku: mistrzostwa trwają tydzień — dwa, i przez resztę sezonu klub może już sną drużynę rozpuszczać.

Aby temu zaradzić, trzeba zmusić kluby w okręgach do grania w piłkę wodną przez cały sezon. „Zmusić” — łatwo to powiedzieć, trudniej wykonać. Sądzę jednak, że znalazły by się na to sposoby. Można by przyjąć zasadę, że za klub pływacki uważa się tylko takie towarzystwo, którego drużyna rozegrała mistrzostwa waterpolowe, w dowolnej klasie, choćby na najniższym poziomie. Wszelkiego rodzaju przywileje, udzielane przez P. Z. P. i przez Państwo a więc zniżki kolejowy ulgi na pływalniach publicznych, prawo głosu na zgromadzeniach, subwencje, korzystanie z pomocy trenerów związkowych i. t. d. — wszystko to mogłoby być uzależnione od dotrzymania warunku udziału w rozgrywkach piłki wodnej. Zwolnione mogłyby być od tego tylko kluby kobiece i kluby nowowstępujące.

Niezależnie od przymusu, który dotyczyć może tylko mistrzostw, trzeba stosować środki zachęty. Najprostszym są nagrody, i to zarówno indywidualne dla graczy, jak i zespołowe. P. Z. P. musi wziąć w swoje ręce inicjatywę organizowania poza mistrzostwami turniejów lokalnych, (latem i zimą), i wyjednywać dla nich odpowiednie nagrody.

Nieodzownym warunkiem jest oczywiście wyjednanie raz na zawsze dla wszelkich rozgrywek waterpolowych pewnych zniżek kolejowych (80%)- Bez tego warunku, wobec nieopłacalności piłki wodnej, wszystkie pozostałe wysiłki będą zawsze bezcelowe.

Tylko konsekwentne współdziałanie władz państwowych i P. Z. P. i stałe skłanianie klubów do urządzania spotkań piłki wodnej, przez rok okrągły, może przełamać obecną martwotę. Jeżeli tego nie zrobimy, jeżeli nadal polegać będziemy wyłącznie na rozwoju paru klubów ligowych, powrócimy wkrótce do kompromitującego poziomu z przed paru laty.

Tadeusz Semadeni.

Sport Wodny, Nr 16, wrzesień 1937r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

19 + 17 =