Nauka pływania w rzekach i morzu bez pomocy nauczyciela

iplywamy 19:18

Nauka pływania w rzekach i morzu bez pomocy nauczyciela

Ciechocinek plywalnia 1

Ciechocinek plywalnia

Słówko z dziejów pływania.

Ludziom równie łatwo powinno być pływać, jak i chodzić; pierwsza nawet z tych czynności może wybornie łagodzić znużenie drugą wywołane. Woda, tak pełna życia sama w sobie, zabierając organiczne cząstki ziemi, którą osusza i oczyszcza, zawiera wszystko, czego potrzeba dla zastąpienia szkód, wywołanych niedostatkiem lub zbytkiem tego wewnętrznego trawienia, zwanego oddychaniem. Wszakże wodą, można nie tylko zwolnić i zalać zupełnie ogień, ale go i podniecić w potrzebie.

Względnie do naszych mięśni, pływanie jest jednem z najlepszych zastosowań gimnastyki. Co zaś do ogólnej higieny ciała—woda, łącząc się z niem bezpośrednio, na przemian swym chłodem i ciepłotą usuwa niemoce nerwów, które także to się kurczą na zimnie, to rozprężają pod wpływem gorąca. Pływanie nie miałoby swych dziejów, gdyby człowiek nie przestał był, na czas pewien przynajmniej, obcować z tym żywiołem, równie przystępnym dlań, jak ziemia pod stopami. I w samej rzeczy, pierwotne osady wodne, których ślady do dziś spotkać można w Szwajcaryi, na spodzie moczarów rodańskich itp., wymownie świadczą, że na wiele wieków przed historycznemi czasy istnieli ludzie, budujący domostwa na palach—domostwa, do których tylko pływacy dostawać się mogli.

Pływanie stanowiło też podstawę sztuki wojowania w Indyach, w starożytnej Grecyi i w Rzymie. „Nie umie pływać” znaczyło podówczas więcej, niż dziś pogardliwe powiedzenie: „czytać nie umie.” Że jednak w później szych czasach, przy zmianie celu i środków wojowania, zaniedbano gimnastykę i pływanie, oba te ważne czynniki wychowania młodzieży poszły w zapomnienie. Dawne społeczeństwa, dzięki pierwotnemu, dzikiemu zupełnie stanowi, w jakim żyły, przeznaczone były nie do rajskich rozkoszy, lecz, i li tylko, do walki. Wzajemny ucisk był wtedy kardynalnym warunkiem bytu. Zabijało się, lub było zabitym—żadne pośrednie wyjście z tej matni nie istniało. Gimnastyka była tedy zaprawianiem się do walki, naśladowaniem jej tylko. Starożytni uczyli się pływać, aby rzeki nie stały się dla nich przeszkodą w ucieczce lub zwycięskiej pogoni. Przekształcali własną naturę, stwarzali sobie żelazne płuca, aby móc jak najdłużej wytrwać pod wodą. Jeżeli nurkowali, to więcej dla przecinania sznurów kotwic u statków nieprzyjacielskiej floty, lub dostania się tajemnie do wnętrza miast oblężonych, niż dla poszukiwania perłodajnych muszli.

Ideałem owych czasów byli wojownicy i wojna. Pływano, biegano do mety, leciano w zapasy, dla nabycia siły, bo siła fizyczna była wcieleniem piękna. Wieki średnie za to lubiły wojnę nie tyle dla przewagi, jaką nadawała jednej stronie, lecz po prostu przez wzgardę dla życia i upodobanie w złem, które walki wytwarzały. Złem jednak brzydzono się pozornie. W owych czasach klasztornej klauzury woda ze swemi zmiennemi falami i gibkością ich ruchów była symbolem niestałości, więc kobiety, dla tych umysłów, prześladowanych widmami, jakie wytwarzają nadmierne umartwienia ciała. Po stosach błota wspinano się do nieba. Choroby ciała powstawały z nieczystości, z niechlujstwa – tak dalece, że człowiek zdrowy, gdy zanadto dbały o swe grzeszne ciało odważył się wykąpać, mógł być pewny przyjęcia zarazy, która przez wszystkie oczyszczone kąpielą pory wkradała się do jego organizmu. „Bóg ukarał tego poganina!”— wołali wtedy księża, zgodnie z ówczesnymi lekarzami.

Ciechocinek plywalnia 3

Ciechocinek plywalnia

Tym sposobem woda, która w początku mogłaby była zapobiec zarazie, zwiększała ją tylko w owej epoce nadzwyczajnego udzielania się zarodków szkodliwych zdrowiu. Wszakże u Ojców kościoła znajdujemy następne maksymy: Qui amat flores, amat virgines. Nudus nudam in jlumine videt. Solus cum sola non cogitabuntur (sic) orare „Pater noster”.

 Oto śpiewki owych wieków uwielbianych: woda, kobieta, kwiaty—wyklęte wszelkie piękno w przyrodzie! Saint-Simon orzeka, i słusznie, że złoty wiek Ludwika XIV-go był wiekiem niechlujstwa. Za to znienawidzeni filozofowie osiemnastego stulecia wprowadzili znów dobroczynny zwyczaj pływania i ochędostwa—i już nasze prababki, widząc kąpiących się atletycznie zbudowanych mężczyzn, nie posiadały się z zachwytu. W Paryżu wielkie damy, krążąc po wybrzeżu de la Megisserie, podziwiały ze swych powozów kąpiącego się Duclosa. Wspaniałe kształty dzielnego pływaka wywoływały podziwienie. Ale w wiekach średnich ciężkie zbroje odejmowały ochotę kąpania się i pływania, i zakuci w stal rycerze mogli tylko po mostach przebywać rzeki.

Później wynalazek prochu, usuwając rycerstwo, wprowadził do armij pierwiastek narodowy i z nim razem wskrzesił naukę pływania. Nie tak już ciężko uzbrojony żołnierz nie wahał się dla zwyciężenia wroga, lub ocalenia własnej skory, przebywać wpław całe rzeki. W początku naszego stulecia podróżnicy nie znajdują słów na opisanie czerstwości, zdrowia, siły i pięknych kształtów narodów, które nie przestały nigdy żyć w bezpośredniej styczności z przyrodą i spędziły większą część żywota nad brzegiem rzek i jezior. Amoros np. dowiódł wedle naukowych danych, że pływanie jest najważniejszą gałęzią gimnastyki. Priessnitz, z pochodzenia kowal, który od młodu okazywał wielkie zdolności i zamiłowanie do leczenia, odkrył niektóre własności wody i umiał je wyzyskać na korzyść ludzkości tak dalece, że wracał do życia umierających prawie. W naszych jednak czasach zrozumiano dopiero, że rozwój umysłowy ludzkości zależy ściśle od zdrowotności ciała i że wszystkie dodatnie strony naszego usposobienia łączą, się z odpowiedniemi w fizycznym naszym ustroju.

O ciele ludzkiem, lżejszem od wody.

Pies, rzucony w wodę, dla utrzymania się na jej powierzchni potrzebuje tylko zachować spokój zupełny; jeżeli zaś chce płynąć, wystarczy mu wykonywać lekko zwiększone tylko te same ruchy, jakie w biegu wykonywa po ziemi. Wieprz, mający nieprzezwyciężony wstręt do wody, utrzymuje się jednak na jej powierzchni bez trudu, dzięki wyjątkowej lekkości tłuszczu pod skorą. Hipopotam (koń rzeczny), najpotworniej niezgrabny ze wszystkich zwierząt, dziwoląg o wstrętnej głowie, rozwija jednak w wodzie zręczność i ruchliwość, które mu powyższe zjednały nazwisko. Najgłębsza i najszersza rzeka nie stanowi też przeszkody dla słonia. Woda jest żywiołem tak nadającym się dla zwierzęcego życia, że nie tylko ryby, obdarzone wyjątkowym narządem oddychania, ale i olbrzymie płazy i zwierzęta ssące o płucowym ustroju podobnym do naszego przenoszą ją nad ląd stały. Najlepszym przykładem, jak dalece woda posiada warunki niezbędne dla życia, może być foka, której gatunki, odpowiadające gatunkom zwierząt nieżyjących w wodzie, znajdujemy, wedle przyrodników, w tym płynnym żywiole. Tym sposobem mamy psy, tygrysy, lwy, wilki, cielęta morskie, należące do jednej wielkiej fok rodziny. Gdy patrzymy na pływającą rybę, widzimy, że w naturalnem położeniu ma zawsze ogon, zastępujący jej miejsce kierownika, niżej ciała, a głowę, z płetwami w kształcie wioseł, zwróconą ku górze. W zasadzie człowiek nie jest inaczej niż inne zwierzęta zbudowany; jedynemi różnicami, na mocy których uważa no za stosowne zaliczyć go do rzędu istot wyjątkowych, są:

  • głowa, cięższa stosunkowo do reszty członków, z których wyższe odmiennie od niższych działają. W tym jednak ostatnim razie zbliża się do ptaków, u których także ruchy skrzydeł są wręcz ruchom nóg przeciwne. Pozorne dziwactwo przyrody, dla zastanawiających się łatwe do zrozumienia: gdyż kadłub człowieka, jak zresztą i innych zwierząt, lżejszym.
  • jest gatunkowo od wody, podczas gdy inne członki znacznie są cięższe. Całość jednak jest tak złożona, że ścisłość jej równa się mniej więcej odpowiedniej objętości płynnego żywiołu.

W morzu, a nawet w wodzie rzecznej, znacznie od morskiej lżejszej, trup człowieka, równie jak ryby, wypływa na powierzchnię. To wiedzieli od wieków mocarze tej ziemi i najemni morderce; dlatego też przywiązywano zawsze kamień do szyi lub nóg ofiary, aby zatrzeć ślady występku.

Ciechocinek plywalnia 2

Ciechocinek plywalnia

U człowieka w wodzie ręce i nogi żywemi poruszeniami sprawiają dokoła taką próżnię i odgarniają tyle wody, iż ciężar ich znika prawie zupełnie. Za to położenie głowy płynącego lub usiłującego pływać jest zawsze do połowy w wodzie, a to z powodu jej ciężkości i nieruchomości. Wyższość umiejącego pływać nad nieumiejącym polega na tem tylko, że podczas gdy pierwszy oddycha wtedy, gdy członki wydobyły mu usta z wody, drugi, bądź co bądź, w niej już robić płucami usiłuje. Najlepszym tedy nauczycielem pływania jest silna wola i spokój umysłu; ponieważ zaś nawyknienia złe i dobre równoważą się zawsze prawie, początkujący najlepiej uczyni, zaprawiając się bez niebezpieczeństw do wykonywania ruchów prawidłowych, koniecznych dla pływania. Tym sposobem ciało jego przyzwyczai się do zupełnego zanurzania się i piersi do pozostawania chwilowo bez oddechu. Dla początkujących zalecić możemy tu sposób pływania z twarzą zanurzoną w wodzie.

Należy stanąć na wybrzeżu, na małą odległość od palika, wbitego w dno rzeki i wystającego nad wodą, i wypełniwszy piersi powietrzem, z rękami wyciągniętemi na przód i dłoniami złożonemi jak do nurkowania, rzucić się głową na przód ku temu celowi, nadając zginaniem nóg sprężystość te mu skokowi. Przy paliku podnosi się głowę i dopiero oddycha, następnie zaś palik umieszcza się dalej, lub z boku ku niemu zmierza. Doświadczenia te należy wykonywać na płytkiej wodzie. Przyzwyczajając swój umysł do naukowego pewnika, że ciało ludzkie lżejszem jest od wody, doktor Franklin doszedł do tego, że stał się jednym z najdzielniejszych pływaków swego czasu. Leżąc na wznak, ze sznurem od dużego latawca, znakomity uczony powierzał się wodzie zupełnie, i tym sposobem przebywał jeziora kilkunasto milowej długości. Po tym wstępie, przejdźmy do skreślenia niezbędnych wskazówek i ostrożności, jakie przedsiębrać należy przed zanurzeniem się w wodzie.

Wejście do kąpieli.

Pominięcie pewnych, niezbędnych ostrożności przed wejściem w wodę było nieraz powodem smutnych wypadków, jakkolwiek jednak słuszną jest maksyma, że z pełnym żołądkiem nie należy używać kąpieli, ale poczekać, aż ukończy się trawienie – wina powyższych wypadków nie zawsze spada na pływaków. Winni są tu i teoretycy, którzy sądzą, iż wszystko uczynili, dając nam ostrzeżenie ze stanowiska hygieny. Wszakże nie wystarcza powiedzenie: woda jest szkodliwą dla tych, co dopiero obiadowali — trzeba jeszcze udowodnić, dlaczego. Uczeni twierdzą, że woda jest bezbarwną i zupełnie nieszkodliwą cieczą; jakże tedy wymagać można, aby człowiek, osłabiony upałem, nie szukał w niej ochłody? Nic nie jest niewinniejszem nad nią, ale też i nic silniej nie działa z pewnością. Gdyby woda, prócz własności rozpuszczania i unoszenia z sobą ciał organicznych i tych wszystkich wytworów, które, znane pod nazwą nieczystości, zatykają miliardy porów w ludzkiej skórze  – nie posiadała innych zupełnie, już i wtedy mielibyśmy dwa objawy wielkiej doniosłości, a których nam nauka nie wyjaśniła jeszcze dostatecznie.

Ciechocinek plywalnia 8

Ciechocinek plywalnia

Pierwszym z nich jest rozpuszczalność – i przyznać trzeba, że choć to objaw pospolity, niemniej zdumiewa już myśl sama, że ciała stałe pod wpływem zwyczajnej wody same się w ciekłe zamieniają. Alchemia wieków średnich między swemi odkryciami pozostawiła naszej chemii w spuściźnie cenne prawo o ciałach stałych, które dopiero na ciecze zamienione ujawniają całkowicie swe własności. Ciało ludzkie np., pozbawione obcych wytworów, dopiero pod działaniem i pobudzeniem wody jaśnieje w całej pełni życia, do jakiej jest zdolne. Drugim objawem jest oddychanie podskórne, odbywające się za pomocą pocenia, i które dla naszego ustroju równie ważnem jest, jak i ruchy płuc naszych. Pokrywając człowieka od stop do głowy jakąś substancyą nieprzenikliwą, można by go równie dobrze zabić, jak i zatykając mu nos i usta; w pierwszym razie przedłużyłoby się tylko męczarnie ofiary. Obszerne państwo chińskie ze swemi granicami, zamkniętemi dla wszelkich obcych wpływów, przedstawia w moralnym porządku rzeczy te same wewnętrzne zaburzenia.

Życie ludów, jak i jednostek, polega na dwóch kierunkach ogólnego ruchu: dośrodkowym i odśrodkowym; pierwszy z nich zbiera siły żywotne, drugi je rozprasza, promieniuje niemi do koła. Woda tedy, czy to rozpuszczając, czy unosząc z sobą cząsteczki wytworów, zasklepiających nasze pory, lub zwiększając ruch zewnętrzny w naszem ciele, jest żywiołem tak niezbędnym dla człowieka, jak i atmosfera, w której oddycha. Dwa przykłady, zaczerpnięte w medycynie, dowiodą wystarczająco, że woda działa bezpośrednio i że, zimna czy gorąca, posiada własność wywoływania w ciele ruchu odśrodkowego, t. j. z wnętrza na zewnątrz skory, oraz miarkowania go należycie.

Może nam się uda pogodzić obie powyżej przytoczone własności wody, wyszczególniając wypadki, w jakich mają być zastosowane. Gdy naczynia krwionośne są zbyt pełne, zastosowanie zimnej wody przedstawia poważne niebezpieczeństwo rozerwania tych naczyń przez wstrząśnienie, wywołane nagłem obniżeniem temperatury; przeciwnie zaś woda gorąca, nie wytwarzając tego wstrząśnienia, może wybornie działać i leczyć naturalnie.

Gdy zapaleniu naczyń chcemy zapobiec w zarodku, woda zimna dwa wydaje wyniki: jako ciecz zimna – kurczy naczynia krwionośne i wypycha z nich krew do środka; jako ciecz oczyszczająca – ogranicza zbytek ruchu, który najczęściej jest powodem niemocy.

W pewnych niebezpiecznych chorobach skóry, w których cierpiący ma zaledwie tyle sił w sobie, aby podtrzymały życie.—lekarze angielscy zrozumieli, że woda była środkiem za gwałtownym i, zakazując kąpieli, która osłabiała chorego i odbierała mu chęć odżywiania się, polecili wcierania z tłuszczu wieprzowego, który działa mniej energicznie.

Ciechocinek plywalnia 7

Ciechocinek plywalnia

Co się dzieje z człowiekiem, który po dobrym obiedzie bierze kąpiel – wszystko jedno: zimną czy gorącą? Trawienie jest objawem czysto wewnętrznym, zużytkowywa ono siły, rozrzucone przed chwilą w całem ciele. To ześrodkowanie życia w żołądku i w trzewiach jest tak potężne, że człowiek nasycony winien trawić w zupełnym spokoju; nagłe wzruszenie może tę czynność wstrzymać od razu — wtedy natężenie umysłu jest niebezpieczne, ruch członkami szkodliwy.

Hipokrates szedł dalej jeszcze: zalecał wstrzymywanie się od pracy każdemu głodnemu nawet. Wszakże się mówi: praca albo czynność trawienia, jedze głodu—dlatego tylko, aby wykazać, że głód i trawienie wyłączają każdą inną czynność, każde inne zajęcie. U osób, nieobdarzonych zbytkiem sił żywotnych, tym dwom czynnościom towarzyszą zwykle dreszcze, siły ustępują zupełnie do wnętrza ciała. Gdy człowiek po jedzeniu ryzykuje pójść w wodę, wywołuje ona na zewnątrz te siły, które dla ułatwienia trawienia wewnątrz ciała się ześrodkowały! działanie chemiczne ustaje, pokarmy mieszać się przestają i,  śmiertelne jak trucizna, zapełniają kanały. Natomiast mozg, pozbawiony równowagi, ulega zapaleniu; zalany na zewnątrz, duszony wewnętrznie, kąpiący się najczęściej lekkomyślność tę przypłaca życiem. Nauka twierdzi, że dopiero po dwóch lub trzech godzinach po spożyciu pożywienia można używać kąpieli; to jednak jest względne bardzo, gdyż zależne od łatwości trawienia. Jeżeli ta czynność sześć godzin nam zajmuje — sześć godzin na kąpiel czekać trzeba.

Teraz przedstawia się nam jeszcze pytanie: czy można jeść w kąpieli? — potwierdza ono jednak wyżej przytoczone uwagi – nic więcej. Dla spożywania w kąpieli, trzeba mieć apetyt koniecznie, inaczej byłoby to lekkomyślnością nie do darowania. Apetyt w kąpieli dowodzi, że skutkiem podrażnienia skory wytworzyła się reakcja i ten właśnie dobroczynny zwrot sił do wnętrza ów apetyt wywołuje i dozwala strawić spożyte pokarmy. Częściej jeszcze spotykamy ludzi, którzy, zgrzani w biegu lub na upale, spoceni rzucają się w wodę. Należy rozbierać się powoli i przyzwyczaić ciało do temperatury powietrza, zanim wejdzie się w wodę; ostrożności jednak nie kończą się na tem jeszcze: wystarczy, gdy powołam się na wspomnienie pierwszej kąpieli, świeże w każdym umyśle. Wszakże wszyscy zanurzaliśmy najpierw jednę nogę w wodzie, potem cofali ją; następnie, obawiając się śmieszności, zanurzaliśmy obie, aż nareszcie szliśmy wolno, na coraz głębszą wodę. Gdy dosięgała dołka, chłód tamował nam oddech —z zanurzających się piersi krew uderzała nam do głowy, mieliśmy szum w uszach — słowem pierwsza kąpiel była bardzo nieprzyjemną. Wszystko to dlatego, że ten sposób wchodzenia w wodę, mimo pozorów, jest zupełnie nieracyonalny.

Przy pierwszej kąpieli cierpi najwięcej dołek i głowa;—należy tedy od nich zacząć pierwsze ablucye koniecznie. Po nich dopiero śmiało można zanurzyć się i uniknąć niemiłego wrażenia duszenia się i uderzeń krwi do mózgu. Wtedy kąpiel staje się przyjemną i zbawienną.

Ciechocinek plywalnia 6

Ciechocinek plywalnia

Rzucanie się w wodę głową na przód.

Wytrawni pływacy, wyciągając ręce ponad głową, skaczą z pewnej wysokości, albo odbijają się z pochyłej deski, trampoliną zwanej. Wpadają w wodę co prawda głową, lecz, opisując łuk w powietrzu, unikają zetknięcia z nią brzuchem, piersiami lub plecami, co by obrażenia tych części wywołać musiało nieodzownie. Rzucanie się w wodę nogami na przód. Można rzucić się też w wodę ze znacznej wysokości, w postawie stojącej, nogi zsunięte i ręce przy sobie, aby jak najmniej przedstawiać powierzchni w chwili zetknięcia. Zasada hygieniczna i tu jest ta sama: zanurzyć się w wodzie całem ciałem od razu; ma to pewną łączność z natryskami. Widzimy z tego, że nieracyonalną jest tylko kąpiel stopniowa, powolna.

Nauka pływania bez pomocy nauczyciela.

Rozpoczynając nasz wykład, przypuszczamy, że uczący się już jest obyty z wodą, że wie, iż dla trzech czwartych ludzi, zachowujących się spokojnie w wodzie i oddychających, ilokrotnie usta znajdą się na powierzchni, utonięcie jest niemożliwe; iż wie dalej, że lekkie, poruszenia rąk i nóg zupełnie wystarczają dla utrzymania ciała na powierzchni; — że nareszcie woda jest żywiołem groźnym dla tych tylko, co tracą w niej głowę. Uczący się wybiera tedy miejsce, gdzie prąd jest słaby i powietrze spokojne, gdyż przeciągi szkodzą przy rozbieraniu się, gdy chodem ciało jest spocone, i odpoczywa chwilę, aby je wystudzić odpowiednio. Przezornie będzie nawet obetrzeć miejsca spotniałe ręcznikiem. Uczeń jednak nie powinien szukać miejsca dla skoku głową lub nogami na przód, dla tej choćby przyczyny, że, nie znając głębokości wody, mógłby ugrzęznąć głową w błocie (w szlamie), lub skaleczyć ją o kamień.

Dla zanurzenia się tym sposobem trzeba przynajmniej sześciu stop wody, a piętnastu, jeżeli skok z pewnej wysokości wykonywamy. Zresztą nie przystoi początkującemu rzucać się do wody jak wytrawni pływacy, mający przeszłość za sobą. Uczeń następnie, wedle naszych wskazówek, natrze sobie wodą dołek brzuszny i głowę, i pójdzie dalej, aż do zanurzenia ramion. Wtedy obróci się twarzą, ku brzegowi, i obrawszy na nim punkt pewien, tym lub owym płynąc sposobem, skieruje się ku niemu. Do tych pierwszych ćwiczeń najlepsze są wody o brzegach płaskich i stopniowo wzrastającej głębokości; wtedy uczeń zanurzy się po szyję dopiero na pięć lub sześć metrów od brzegu i będzie miał przed sobą więcej miejsca do zastosowania metody pływania, jaką opisaliśmy w ustępie o pływaniu z twarzą zanurzoną w wodzie. Że jednak palika tu nie będzie – uczeń zaprzestanie ruchów, gdy woda za płytką się okaże. Zdarzy się zapewne, że uczeń potknie się, nie obliczy chwili podniesienia nóg i z miną tonącego łyknie trochę wody, kilkakrotnie ukryje w falach głowę. To go jednak zrażać nie powinno—niebezpieczeństwa bowiem nie będzie, a utracić grunt pod nogami to drobnostka tylko, jeżeli się nie utraci przytomności. Zły to jeździec, co nigdy nie spadł z konia, a wszelkie początki są trudne.

Pływanie kaczki i psa.

Raz już przyzwyczajony dopływać do brzegu tym lub innym sposobem, uczeń, obyty trochę z wodą, wybierze sobie jaki palik lub też łódkę, w której są jego towarzysze, i skieruje się ku tym przedmiotom, na większą odległość znajdującym się. Nim jednak zamysł swój wykona, powinien dobrze uprzytomnić sobie sposób, jakiego używają kaczki i pies dla utrzymania się na wodzie. Niema nic łatwiejszego, jak pływać, gdy się ma płetwy lub członki, u których palce połączone są błoną między sobą. Rozwarte w kształcie wachlarza, nadają się do oporu na wodzie, podtrzymują ciało i o utonięciu mowy być nie może. Człowiek natomiast powinien radzić sobie jak może, a mianowicie nie rozsuwać palców u rąk, co im nada pewien wygląd łopatek, mogących dobrze odgarniać wodę. Choć względnie do objętości ciała będą to słabe czynniki, wezmą jednak gorę nad nogami kaczki i łapami psa łatwością, z jaką chyże ruchy we wszystkich kierunkach wykonywać mogą. Kaczka np., gdy chce pływać, uderza najpierw nogami z góry na dół pod siebie, w wodzie,—a pojedyńczo, t. j. w lewo lub w prawo na przemiany, tylko wtedy, gdy w tym lub owym kierunku zwrócić się zapragnie. Za każdem jednak poruszeniem chowa starannie nogi pod siebie, kurczy je, aby jak najmniej oporu przedstawiały wodzie i nie tamowały siły ruchu na przód lub w bok, nadanego pierwszem poruszeniem. Że jednak, kurcząc nawet nogi, wachlarzowate ich błony muszą dać pewien opór wodzie — powtórny ten ruch, choć znacznie słabiej, ale przeszkadza i osłabia siłę pierwszego. Opóźnienie to uwidocznia się dobrze w sposobie pływania psa rasy neufunlandzkiej. Nie może on kryć swych łap tak zręcznie, aby nie osłabiać siły ruchu na przód, i z winy budowy ich musi ciągle klepać niemi w wodzie, co sprowadza szybko zmęczenie. Dlatego też uczony Toussenel powiedział, że rodzina psów nie jest zupełną w przyrodzie, bo brakuje w niej wodnego gatunku. Pies neufunlandzki najswobodniej jednak pływa ze wszystkich znanych gatunków i dlatego wodołazem go nazwano.

Zbadawszy tedy te niedostatki w sposobie pływania zwierząt, trzeba, po odsądzeniu się w wodzie za pomocą pięt i płaszczyzn rąk ze zsuniętemi palcami, przeciąć potem niemi wodę, zwracając je kantem, pionowo lub ukośnie, aby nie osłabiać siły pierwszego poruszenia, i tak postępować dalej. W tych razach śpieszyć się nie trzeba, lecz wykonywać ruchy miarowo i z należytą precyzyą, a zawsze w chwili, gdy po odsądzeniu się woda na chwilę unosi, rozcinać ją brzegiem rąk pionowo pod siebie, aby na płask nowe rozpoczynać poruszenia.

Ciechocinek plywalnia 5

Ciechocinek plywalnia

Oto najlepszy sposób utrzymania się i pływania w wodzie, jaki zalecić możemy. Nie męczy on, daje od razu panowanie nad tym żywiołem i po trzeciem lub czwartem doświadczeniu przysposabia do nowych, trudniejszych komplikacyj. Nogi, któremi człowiek tak dobrze posługuje się w chodzeniu, mają i w wodzie swą doniosłość i nie mniejsze znaczenie, choć odmiennie użyte. Pięty, główna podstawa w chodzeniu, mało mają zastosowania w wodzie; przeważnie działają tu uda i kolana—wyrobić je tedy i przyzwyczaić do tych nowych ruchów potrzeba, gdyż łatwiej daleko utrzymać się na wodzie, pracując rękami, niż za pomocą ud, kolan i łydek.

Koniecznem jest tedy albo zasięgnąć rady nauczyciela, albo, co właśnie wchodzi w zakres naszej metody—używać pomocy środków materyalnych. Nauczyciel zresztą, wskazawszy ruchy, jakie nogami wykonywać należy, nie może więcej nic uczynić; musi tylko czekać, aż uczeń je sobie zupełnie przyswoi. Na niegłębokiej, spokojnej wodzie przyjaciel ucznia z zasadami pływania w jednej ręce, a z drugą podłożoną pod jego brzuch, to samo sprawi, co i najwytrawniejszy nauczyciel. Jeżeli zaś początkujący czuje, że będzie mógł rozpocząć razem ruchy rąk i nóg, wtedy pomocnik będzie mu podtrzymywał dłonią tylko podbródek, aby głowa nie mogła zanurzyć się w wodzie. Liczymy, że pomagający pływakowi oszczędzi mu żartów usuwania nagle ręki, co by większość uczących się do tych poważnych ćwiczeń zniechęcało.

Pomocnicy.

Przyrodzonymi pomocnikami uczącego się pływać są: sznur, deszczułka (plastron) korkowa i pas z takiejże kory wyrobiony. Sznurem można opasać się, a drugi jego koniec powierzyć znajomemu, lub po prostu przytwierdzić do palika lub gałęzi jakiej. Ze jednak zależy głownie na nauczeniu się ruchów nogami, a ręce nie są podtrzymane, ten sposób przedstawia poważne niedogodności. Najlepiej wybrać miejsce nad wodą, gdzie silna gałąź drzewa wystaje o kilka metrów nad nią, i dokoła niej owiązać drugi koniec sznura. Wtedy uczący się będzie podtrzymany z góry i ruchy jego już niczem nie będą krępowane. Można także sznur długi przerzucić przez gałąź i samemu utrzymywać jego koniec w ręku lub przytwierdzić do pasa. Sznura w rękach obcych z zastrzeżeniem tylko używać polecam – bo łatwo wymknąć się może i narazić ucznia na niemiłe zachłyśnięcie się wodą.

Pęcherze, plastron i pas korkowy – to najlepsze środki utrzymania się na wodzie; dozwalają one swobodnie uczyć się ruchów rąk i nóg jednocześnie. W następnym rozdziale wrócimy jeszcze do tej metody. Uderzenia w wodę nogami. Gdy ręce i korpus są korkami podtrzymane, uczeń zgina najpierw kolana, zbliżając jak tylko można pięty do krzyża, słowem – kurczy się jak sprężyna, gotowa do rozwinięcia się. Potem, rozsuwając nagle nogi dla objęcia jak największej przestrzeni między niemi, rzuca nogami razem, lub na przemian na prawo i na lewo, t. j. rozkurcza się z zamachem. Tym sposobem uskutecznia najlepsze na przód ruchy, jakie dozwala mu czynić przyroda. Gdy skutek tego wytężenia słabnie, rozpoczyna uczeń na nowo. Umiejąc już je wykonywać należycie, z siłą i miarowo – posiadł już bez zaprzeczenia największą tajemnicę pływania; nie jest jeszcze co prawda skończonym pływakiem, ale może się zupełnie obyć bez nauczyciela.

O jednoczesnych ruchach rąk i nóg w pływaniu.

Jednoczesne ruchy rąk i nóg przedstawiają pewne istotne trudności i długo szukano nawet mechanicznego sposobu dla zaprawienia do nich ciała i miarowego ich wykonywania. Aż nareszcie p. de Chevalier zrobił proste a cenne odkrycie, którego dokładny opis znajdujemy w pracy Edwarda Corbiere’a, znanego pisarza marynarki.

Pływak Chevalier.

P. Chevalier kłopotał się długo nad rozwiązaniem pytania, które zawsze sobie stawiał, widząc tonących więcej dla nieumiejętności pływania, niż z powodu wzburzonych fal morza. Mieszkał wtedy w Hawrze i nie brakło mu sposobności brania udziału przy ratunku nieszczęśliwych. Ozdobiony za ratowanie tonących medalem wojskowym, nareszcie krzyżem Legii – sądził jednak, że daleko godniejszem jest człowieka ratować się samemu, niż zależeć od łaski, umiejętności pływania i odwagi innych. Marzył tedy o wynalezieniu środka, mogącego zabezpieczyć ogół zupełnie. Z początku nie szły badania, wpadał na sposoby zanadto skomplikowane, aż dzięki przypatrywaniu się jarmarcznemu karuzelowi, zrobił nader ważne, jak zobaczymy, odkrycie. Polecił zdjąć z kończyn przecznic koniki, wózki, łódki, łabędzie, krzesła itp., a natomiast umieścić deski poziome, z których każda mogła służyć za podstawę uczącemu się pływać. Następnie kazał tak urządzić oś i piastę kręcącego się przyrządu, aby najlżejsze poruszenie w ruch tę ostatnią wprawić mogło. Na znak dany potem uczący się pływać, leżąc na deszczułkach, poruszeniami w jednym kierunku nadają impuls przyrządowi i nauka trwa dotąd, aż uczący się nawykną do tych ćwiczeń i poruszać się będą zupełnie swobodnie.

Pierwsze doświadczenia były wykonane przez majtków i żołnierzy; poruszenia odbywały się po wojskowemu, na komendę oficera, pod kierunkiem p. Ghovalier. Po dwóch lekcyach dwustu do trzystu młodych nowozaciężnych mogło w szerburgskim porcie pływać swobodnie. Pakt ten stwierdzony został w sprawozdaniu prefekta departamentu do ministra marynarki. Próby podobne możemy z własnego doświadczenia zalecić w szkołach pływania.

Pływanie z głową zanurzoną w wodzie.

W pływaniu nurkiem, pod samą powierzchnią wody, działanie rąk i nóg łączy się dla nadania ruchom większej energii i siły. Inne rodzaje pływania pochodzą tylko od powyższego i trudno jest używać ich bez poprzedniego z nim obznajmienia.

Ponieważ głowa człowieka cięższą jest od wody, płynąć szybko można tylko wtedy, gdy się ją zanurzy podczas pierwszej części odbywanych ruchów. Z drugiej strony, ponieważ oddech jest konieczny – on tedy będzie towarzyszył następnym ruchom pływaka. Badając skład rąk, dochodzimy do pewnika, że one wygodnie zastępują wiosła – mówiąc zaś o ruchach udami, wiemy już, że są podstawą rzutkości na przód w wodzie. Dla posunięcia się tedy na przód, w pierwszej części ruchów z głową w wodzie, ręce powinny pomagać nogom koniecznie; dla oddychania zaś, w drugiej części ruchów — nogi należy tak ułożyć, aby nie przeszkadzały rękom, które, pracując jak wiosła, unoszą wyższą połowę ciała i wznoszą usta nad wodę. Stąd łatwo zrozumieć, że jak najdłuższy oddech jest tu niezbędny, a także największa siła muskułów, na jaką się zdobyć można; gdyż czas, podczas którego głowa pływaka zostaje pod wodą, powinien być użyty na posunięcie się jak najdalej.

Pierwsza część tego sposobu pływania.

1) Zebrać czyli skurczyć nogi i ręce w ten sposób, aby kolana dotykały brzucha, pięty krzyża, łokcie żeber, a złożone jak do modlitwy ręce znalazły się najbliżej twarzy. Przytem uda winny być rozstawione.

2) Rozprężyć się, t. j. rzucić jednocześnie nogami na prawo i na lewo, rękami przed siebie i zanurzyć głowę, aby nie ciężyła.

3) Skorzystać z siły rzutu, t. j. odpocząć chwilkę z wydłużonem ciałem, skutkiem tego opóźnia się utrata tej siły, wytworzonej ruchami według N-ru 2-go. Ja k tylko uczuje się ciążenie w głąb, natychmiast skurczyć się na nowo.

Druga część.

Trzeba zaczerpnąć powietrza, – do tego trzeba wiosłować dłońmi na powierzchni, rozłożonemi rękami, zaokrąglając lekko ramiona. Następnie rozpocząć te same co wyżej poruszenia.

Sposób pływania marynarski.

Ten system rożni się od poprzedniego tem tylko, że w nim ręce nie działają razem, ale osobno zupełnie, t. j. podczas gdy wyciąga się prawą rękę na przód, pochylając się lekko na ten sam bok, aby głowę ramię podtrzymywało — lewa ręka spoczywa wzdłuż ciała, opierając się o wodę. Gdy tak każda z rąk znajduje się w innem położeniu – nogi są skurczone, w pogotowiu do odsądzenia się. Drugie poruszenie polega na wykonaniu wyżej oznaczonego ruchu i skorzystaniu z siły rzutu dla zmiany ręki. Prawa powraca, bokiem przecinając wodę, do prawego biodra, a na jej miejscu lewa wykonywa poruszenie. Wtedy, naturalnie, pływak obraca się na lewo i głowa na lewe skłania się ramię. Oddycha zaś, ilokrotnie głowa wspiera się na ramieniu. Pływanie to, więcej męczące niż poprzednie, używa się, gdy na małą, odległość chyżo płynąć trzeba, a głownie pochwycić coś jedną, ręką.

Pływanie, przecinając wodę.

Różnica między tym a powyższym systemem nie jest wielka – raczej jest to uproszczenie poprzedniego. I tu porusza się na przemian rękami, ale znacznie silniej, i ruchy są rozmaite. Celem takiego pływania jest przecinać wodę, t. j., używając całych sił, wytworzyć jak najwięcej popychających na przód poruszeń. Ten sposób pływania służy jedynie w celu gwałtownych cielesnych ćwiczeń lub w razie niesienia nagłej pomocy.

A oto jak się postępuje:

Ciało, zamiast być pochylone, pozostaje zupełnie poziomo, prawa ręka na przód, lewa wzdłuż bioder, a głowa zanurzona w wodzie, gdyż chodzi o to, aby pływak ciężył jak najmniej teraz. Nogi są rozsunięte i skurczone. Pływak wyrzuca niemi na prawo i na lewo, jednocześnie, podczas gdy ręka prawa wiosłuje na przemian na prawo i na lewo. Oto pierwsze poruszenie.

Drugie poruszenie, w którym się oddycha, jest najbardziej męczące, gdyż potrzeba cofnąć prawą rękę pod piersi, które, wznosząc się, dozwalają na zaczerpnięcie powietrza. Jednocześnie kurczy się obie nogi. Potem, poruszając ciągle prawą ręką, która odrzuciła wodę, sprowadza się ją do położenia, jakie zajmowała lewa — aby wykonać nią te same ruchy. Tu zaznaczyć należy, że ręka, wracająca od bioder, aż do chwili wykonania ruchu na przód i wiosłowania powinna mieć palce skurczone na pierwszym stawie.

O sposobach pływania na wznak (na krzyżu).

Wszyscy pływacy, poświęcający się ratowaniu tonących, zauważyli, że ci, co nie umieją pływać, przeważnie toną z własnej winy, t. j. dzięki wysiłkom, które czynią. Jak zwierzę, schwycone w pułapkę, zabija się o ściany jej gwałtownem rzucaniem się – tak i rozbitek, wykonywając niemożliwe ruchy, zdaje się pracować nad własnem zatonięciem. Najlepiej jest dla początkujących patrzeć w gorę,  – tym sposobem łatwiej uniknąć zawrotu głowy. Pływanie na wznak możemy zalecić uczącym się jako najłatwiejsze; jest ono także rodzajem wypoczynku dla znużonych.

Ciechocinek plywalnia 4

Ciechocinek plywalnia

Deska.

Pływak wchodzi w wodę i zanurza się pod pachy, następnie pochyla się w tył, jakby chciał upaść, i opisuje luk rękami w tył, dla osłabienia siły pochylenia się. W chwili, gdy ręce jego są najbardziej rozkrzyżowane, uderza nogami w głębi wody i, jeżeli dobrze wykonał te ruchy, spłynie na wierzch zupełnie poziomo. Jeżeli poprzednio pływało się dłużej, przecinając wodę, lub sposobem zwanym „kozackim,” i chce się wypocząć na wznak, trzeba się układać na wodzie jak najostrożniej, zanurzyć nawet tył głowy, pozostawiając na powierzchni tylko twarz samą. Ramiona i nogi winny być wyprężone, a tylko ręce same klepać wodę; dla nowicyuszow trudno ten ruch przychodzi, gdyż poruszają razem i ramionami, co osłabia siłę rzutów – gdy jednak ręce dobrze go wykonywają, można płynąć nawet pod wodę i przeciw bystremu prądowi. Gdy się tak pływa dla odpoczynku i z wodą, można skrzyżować nogi i ręce — wystarczy powietrze w płucach dla utrzymania ciała na powierzchni; dlatego też należy oddychać swobodnie, a silnie i miarowo, aby płuca były ciągle wydęte.

Pływanie na wznak z pomocą nóg.

Zamiast wiosłowania rękami, zesuniętemi nogami wykonywa się ruchy jak przy pływaniu „po kozacku,” t. j. kurczy się je pod siebie i rozkurcza gwałtownie, lecz miarowo. Przy tem zdarza się, że w chwili kurczenia głowa na chwilę zanurza się zupełnie w wodzie – wtedy trzeba wstrzymać oddech i wypełnić piersi powietrzem dopiero po wykonaniu tego ruchu.

Zwroty w pływaniu.

Pływając na piersiach, jakim bądź z wyżej wskazanych sposobów, łatwo jest zwracać się w żądanym kierunku; wystarcza obrócenie głowy i rzucenie w bok nogami. Na wznak jednak, trzeba skurczyć jednę tylko nogę i dopiero przy rozkurczeniu jej można się zwrócić w jej stronę. Na prawo tedy należy ruch prawą, na lewo — lewą wykonywać nogą.

Nurkowanie.

Kto chce mieć jakiś pożytek z pływania, musi koniecznie nauczyć się nurkowania. Jest to, że się tak wyrazimy, część przemysłowa, praktyczna tej nauki, a także i część, w której pływak wykazuje stopień swej odwagi. Bez nurków nie mielibyśmy byli dawniej ani pereł, ani koralów; gdyby nurkować nie umiano, ani jeden z tonących nie byłby wyratowany, marynarze nie wiedzieliby, jak wygląda dno morskie i co się na niem dzieje. Gdy szruba parowca działać nagle przestaje, nurek tylko zbadać może przyczynę wypadku.

Nurkowanie składa się z dwóch odrębnych czynności: rzucenia się w wodę i skierowania we właściwą stronę oraz zupełnego zanurzenia się. Do wody rzucać się można rozmaitemi sposobami: wpadając w nią jedną nogą na przód, albo głową, z zaokrąglonem ciałem, opisując łuk w powietrzu; zawsze to jednak trzeba czynić ostrożnie, aby nie doznać uszkodzenia. W wodzie już trzeba mieć oczy otwarte, inaczej nurkowanie byłoby prostą zabawką tylko. Nurek pływa, tak jak na powierzchni, we wszystkich kierunkach i wszystkiemi znanemi sposobami, lub też zdąża ku dnu wody silnemi rzutami, kurcząc i rozkurczając nogi i ręce. Minuta pod wodą – to bardzo wiele, gdy się nie ma, jak ryba, organu do chwytania z wody baniek powietrza, lub płuc łabędzia, który pływając zanurza głowę i szyję, żeruje pod powierzchnią, zjada spokojnie żer schwytany i wcale się nie śpieszy z wydobyciem dziobu na powietrze. Niemniej przeto wyjątkowi pływacy mogą zostawać dwie do trzech minut pod wodą – ostatnia jednak minuta najdłuższą się im wydaje, nieraz wiecznością nawet. Najlepiej to dowodzi, że dla ludzi czas jest rzeczą względną, zależną od okoliczności – wynikiem porównania.

Wypadki

Dwa są rodzaje wypadków, jakim ulegają pływacy: z winy ustroju ich organizmu i skutkiem działania wody, lub też przeszkód, które ona stawia. Kurcze należą do pierwszego,— powikłane trawy, podwodne prądy (młynki, wiry) — do drugiego rodzaju. Niema środka, zabezpieczającego przeciw kurczom; najlepszym zaś sposobem uniknięcia ich jest: nie nurkować, gdy się im podlega. Sądzimy jednak, że zimne okłady byłyby może wybornie zabezpieczającym środkiem. Dobrze zrozumiana teorya Priessnitz’a wykazuje, że kurcze w wodzie wynikają z nierównego jej działania na mięśnie, co dowodzi też ich osłabienia. Wzmacniać je—znaczy usunąć przyczynę złego.

Wadliwość ustroju ciała może także wywołać kurcze pojedynczych członków: rąk, nóg, ud itp. u najlepszych nawet pływaków. Wypadki takie równają się stracie członka na polu bitwy, a są tem przykrzejsze, że wywołują ból niesłychany. Po usiłowaniach usunięcia kurczu za pomocą wstrząśnień porażonym członkiem, należy, gdy to nie pomoże, pogodzić się z myślą, że się w nim chwilowo utraciło władzę, i używać tych, które zdrowe pozostały. Dlatego też skończony pływak winien poruszać się w wodzie i utrzymywać na jej powierzchni choćby jedną, ręką lub jedną nogą, lub uderzeniami, t. j. wiosłowaniem samych tylko dłoni; zimna krew jednak i pojęcie konieczności są tu najlepszymi nauczycielami, – ograniczamy się tedy tylko do wskazania niebezpieczeństwa.

Chociaż w morzach europejskich niema rekinów, ucinających udo pływakowi jednem cięciem szczęk potwornych, ani olbrzymich krabów, jakie gnieżdżą się na błotnych wybrzeżach Kajenny – za to w bieżących wodach iw jeziorach jest mnóstwo traw i prądów i wirów, które rokrocznie liczne porywają ofiary. Szarpać się w podwodnych trawach, znaczy oplątywać się w nie jeszcze bardziej, – opierać wirowi, na jedno wynosi, co opóźniać chwilę wydobycia się z niego. Dlatego też zupełną zalecamy nieruchomość w takich wypadkach; ona tylko może ocalić, gdyż da możność pływakowi do zastanowienia się, jaki członek jest uwięziony, czy oplątywujące trawy i łęciny złamać można, czy też są lipkie i gną się tylko, a więc można uwolnić się z ich objęcia płynąc na wznak, powoli. Co do wirów – te zwykle chwytają na to tylko, aby niebawem odrzucić daleko. Grożą siłą wciągającą, ale i tą samą siłą wyswobadzają ofiarę.

Pływanie w morzu.

W morzu rzadziej pływamy; za to najczęściej używamy w niem kąpieli. Morze jest często gładkie i spokojne jak jezioro, szczególniej podczas dwugodzinnej przerwy peryodycznej w jego ruchach. W chwilach jednak przypływu i odpływu jest najczęściej wzburzone. Ogólnie rzecz biorąc, ruchliwość nadzwyczajna morza wytwarza fale to łagodne, powabne, to znów przejmujące grozą swym szumem i wielkością. Fala uprzyjemnia pływanie – t. z. bałwany tworzą istotne niebezpieczeństwo: są to naprzemiany chłostania jak biczem i uderzenia jak maczugą. Kto wtedy traci przytomność – jest zgubiony.

Co zaś do tych straszliwych gór wodnych, będących powodem rozbicia statków — to opór tu może się zdarzyć tylko wyjątkowo. Z wybrzeża nic ku okrętom dostać się nie może—co zaś morze z nich porywa, to druzgocze o nadbrzeżne skały. W świetnym opisie rozbicia okrętu Saint-Grerant ten sam bałwan, co zabija Wirginię, rzucając ją na wybrzeże, ocala jednego z majtków, choć tłucze nim o skałę. Marynarze ocalają się najczęściej umiejętnością pływania na wznak, zupełnie nieruchomo; tak czekają, aż ich morze zbliży do wybrzeża i pozwoli wykonać kilka mistrzowskich rzutów na przód. Ale to ludzie wyjątkowi, zahartowani w ciągłej walce ze straszliwym żywiołem. Cudowne ocalenie, jakie zdarzyło się p. Chavanne, dowodzi, co może silna wola i energia człowieka. Unosiły go fale przez dwanaście godzin: cierpiał głód i pragnienie, musiał walczyć ze snem, ogarniającym go, z kurczami, grożącemi członkom nieszczęśliwego. A mamy też i bohaterów, których moralne zobowiązania łączą z powierzonym im okrętem; gdy tonie, mogąc ocalić się, dobrowolnie idą z nim w głębiny.

Dla utraty życia nie potrzeba jednak tyle zachodu – można utonąć tuż przy brzegu; jedno uderzenie fali wystarczy. Nieprzewidziana – odurza, następna zabija, trzecia zatapia zupełnie. Gdy się tedy nie umie stawić czoła falom – pruć słabe, dać się unosić silniejszym—najlepiej jest pływać na wznak zupełnie bezwładnie. Sposób to łatwy i pewny, ale, przede wszystkiem, zalecamy krew zimną, bez której żadnych nie można przełamać trudności.

Ostatnie rady uczącym się pływać. Śród wielkich upałów – między kilkuset kąpiącymi się w rzece zaledwie kilku znaleźć można rzeczywistych pływaków, reszta pluska się niezręcznie w wodzie. Nie przesadzamy wcale, pisząc to, bo gdyby np. podejść ich niespodziewanie i zanurzyć im głowy – nie wiemy, czy trzech wychyliłoby się z fal na powrót bez kaszlu, kichania, przecierania oczu i krztuszenia się. Pewność siebie i zupełna swoboda w wodzie dopiero znamionują, dobrego pływaka. Trzeba umieć obracać się, rzucać gdy potrzeba, jakby się było w pokoju, na sofie lub  na łóżku; zmiana żywiołu nie powinna żadnego wywierać na nas wrażenia. Należy pływać lekko i w żadnym wypadku nie tracić przytomności—najbardziej w chwili mimowolnego zanurzenia. Rzucać się głową na przód z pewnej wysokości, wpaść w wodę jak strzała, wypłynąć nogami w gorę, lub skoczyć z drugim pływakiem w objęciach, albo w koziołkach odbić się z trampoliny — są to rzeczy niełatwe do wykonania, a jako szereg sztuk gimnastycznych nie mają nic wspólnego z pływaniem i z kąpielą.

Pływaka ocenia się w wodzie dopiero, a zręczność w skokach i łamańcach niczego nie dowodzi. Gdyby np. pochwycić za nogi wypływającego i zaczerpującego powietrza gimnastyka, rzucałby się zabawnie, łyknął trochę wody i zakrztusił się z pewnością. Zajmować się tedy będziemy pływaniem tylko — pływaniem w najściślejszem znaczeniu tego słowa.

Nic niema prostszego nad utrzymanie się na powierzchni wody; ludzie też idący na dno, topiący się, muszą mieć wiele dobrej woli po temu. Weźmy tylko pływanie na wznak, bez poruszeń. Kto usiłował tak pływać, a nie udało mu się, to nie dlatego, że był za ciężki, ale że nie umiał z należytą zimną, krwią wziąć się do rzeczy, ułożyć tak swych członków, aby nie ciężyły. Gdy się pływak ułoży już na wznak na wodzie, a nogi ciężą jeszcze, trzeba je rozsunąć, a natomiast zwiększyć ciężar ramion, wyciągając je z tyłu głowy, lub odwrotnie, w miarę potrzeby. Pływanie bez poruszeń dowodzi jasno, że pływak więcej walczy z sobą, niż z żywiołem, w którym się znajduje. Toniemy tylko wskutek błędnych poruszeń i wewnętrznego niepokoju, gdyż woda chętnie nas utrzymuje na swej powierzchni. Człowiek obdarzony krwią, zimną, gdyby, nie umiejąc nawet pływać, wszedł w wodę i ułożył się na wznak, nie poszedłby na dno z pewnością. Szczapy drzewa pływają dlatego — orzekł ktoś dowcipnie, — że nie myślą o niebezpieczeństwie; w chwili, w którejby się bały – poszłyby na dno od razu.

Pływać pół-nurkiem, między dwoma wodami, t. j. z głową zanurzoną, po marynarsku prując wodę na przemian to jedną, to drugą ręką – jest bez zaprzeczenia najlepszym i najszybszym sposobem zdążania do wytkniętego z góry celu, np. płynącej chustki, przedmiotu, trupa itp.

Mało jednak osób może zręcznie wykonywać ruchy ręką, będącą nad wodą, w porę unieść głowę, zaczerpnąć powietrza i zanurzyć ją należycie. Powrót tą ręką do ciała jest bardzo trudny, a tem lepszy, im powolniej i zupełnie naprężoną wykonany. Niemniej przeto należy ją prowadzić w wodzie zygzakiem, dłonią pod siebie, aby ulżyć ciężaru i dać czas drugiej ręce do rzucenia się z ramieniem i ciałem na przód, w chwili, gdy nogi się rozkurczają. Przy staraniu można dojść do takiej wprawy, że jedną tylko ręką wykonywa się te ruchy i płynie wyśmienicie. Tym sposobem pływać można w parze, na przemian zanurzając rękę i głowę, ale ruchy wtedy są skomplikowane, ręce zaledwie winny wychylić się z wody, głowy zaś, za dotknięciem, znikać natychmiastowo. Trzy, cztery, pięć i więcej osób może tę sztuczkę wykonywać, ale trzeba unikać zetknięć z sąsiadami starannie, nie plątać nóg, nie trącać się łokciami itp., a zachować szereg tak, aby wszystkie głowy jednocześnie się z wody wynurzały.

Piękne to ćwiczenie, a i czas użyty na naukę nie stracony, gdyż wprawiamy się do miarowych poruszeń, w których dojść można do matematycznej ścisłości. Widzieliśmy sami siedmiu pływaków, prujących tym sposobem wodę jak jeden człowiek; widok był istotnie zajmujący. Zresztą, cała tajemnica dobrego pływania zależy na nieobawianiu się wody. Gdy płuca przywykną do zatrzymywania oddechu, pływa się swobodnie już i wtedy można wybrać sobie najwygodniejszy i najmniej męczący z podanych przez nas sposobów pływania.

Niesienie pomocy tonącym.

Za szczupłe są ramy tej pracy, aby w niej przytaczać wszystkie ocalenia i wszystkie sposoby i środki ratunkowe, będące w użyciu. Niesienie pomocy może być trojakie: statkom zagrożonym, ludziom, oraz statkom i ludziom jednocześnie. Wydobycie z fal zatoniętego okrętu wkracza w dziedzinę mechaniki i hydrauliki; wspominamy też o tem pobieżnie na tem miejscu. Po wojnie krymskiej np. rząd rosyjski prawie całą swą flotę, zatopioną u wejścia do sewastopolskiej przystani, wydobył za pomocą nurków i dzwonów napełnionych gazem i zgęszczonem powietrzem. W takich razach, gdy chodzi o odzyskanie kosztownych statków, osusza się całe zatoki lub jeziora w potrzebie. Gdy trzeba nieść pomoc okrętowi, dającemu sygnały alarmowe, środki są mniej skomplikowane, za to jednak bardzo interesujące. Używane bywają np. osobne działka czyli moździerze, rzucające wraz z kulą łańcuch lub mocną linę zagrożonym, co dozwala holować statek uszkodzony. Dla nas jednak najważniejszą rzeczą jest rozpatrzeć niesienie pomocy tonącym ludziom; przedsięwzięcie to niebezpieczne, ale i zaszczytne. Gdy człowiek wobec zaniepokojonego, bezsilnego tłumu rzuca się do wody dla ocalenia bliźniego, staje od razu wobec dwóch nieprzyjaciół: żywiołu, z którym ma walczyć, i samego tonącego. Często ten ostatni dusi i zatapia niosącego mu pomoc, krępuje jego ruchy tak, że woda, zamiast jednej, dwie pochłania ofiary. Dlatego też ocalający musi mieć duży zasób odwagi, wiele siły, energii i zaparcia, a głownie nie być sam uczuciowym. Pochwycony przez tonącego, nie powinien wahać się i uderzeniem pięści lub potężnem kopnięciem wyswobodzić się od razu. W tym żywiole względnie tylko przejrzystym, gdzie pewien mrok zwiększa grozę położenia, choćby ratujący widział, że ofiara kona już, powinien unikać śmiertelnego jej objęcia i nawet pchnąć ją w głębię w potrzebie. Rzecz dla natur wrażliwych niezmiernie przykra, ale częstokroć nieunikniona. Pozorne to okrucieństwo jest konieczne… chyba że znajdzie się ktoś, co powie, że lepiej widzieć dwie ofiary niż jednę. Poświęcenie samo przez się jest już rzeczą, tak wzniosłą, że zbytecznem byłoby zwiększać je nie pożytecznem a pewnem oddawaniem jeszcze życia. Nie na tem zasadza się istotna odwaga.

Ofiara z własnego życia w żadnym razie uwzględnioną tu być nie może – i ktokolwiek, nie mogąc ocalić bliźniego, ginie z nim dobrowolnie, zdradza koniecznie rozstrój umysłowy – zasługuje, biedny szaleniec, na pożałowanie tylko. W roku 1667 zawiązało się w Amsterdamie pierwsze stowarzyszenie ratunkowe, a tem racyonalniejsze, że wytworzone w kraju, którego obywatele znani są z zimnej rachuby i usposobienia, a także z wielkiej rozwagi. Nie wzięto też za dewizę „ocalić lub zginąć,” lecz po prostu, ci, co powzięli myśl szlachetną niesienia bliźnim pomocy, zamiast nadętego, pretensyonalnie brzmiącego godła, przybrali nazwę zwyczajną: „Stowarzyszenie ratunkowe dla tonących.” Nieść pomoc bliźnim nie jest rzemiosłem; ze smutkiem też zaznaczamy, że p. Jaybert we Francyi umiał związać te szlachetne instytucye w rodzaj stowarzyszenia wzajemnej pomocy – z kasą, zabezpieczającą członków na starość itp. Biec na ratunek zagrożonym nie można z urzędu – czyn to wyjątkowy, poryw serca nagły, niedający się wtłoczyć w ramy rutyny i obowiązku.

Na wybrzeżach, znanych z niebezpieczeństw, ze skał i raf podwodnych, istnieją stowarzyszenia ratunkowe płatne, lecz przeważnie dla okrętów i łodzi kupieckich — bo tam, gdzie idzie o ratowanie cudzego mienia, słuszną rzeczą jest, aby ryzykującym życie i nagroda za trud przyznaną została. W niesieniu jednak pomocy bliźnim o tem mowy być nie może, a także o wytwarzaniu jakiegoś stałego zajęcia na tem polu.

O uduszeniu przez zalanie wodą.

Rzut oka historyczny w przeszłość wykazuje nam, jak głęboko przesądy zapuściły korzenie. Starożytni np., ratując utopionego, opuszczali mu na dół głowę, t. j. dopełniali uduszenia.

Rozkaz policyjny francuski z 2-go Grudnia 1822 roku przepisuje środki stosowniejsze; niestety jednak, już w 1833 roku został przez inny unieważniony. Zbadamy go tu i rozbierzemy bliżej; zaleca on system wdmuchiwania powietrza w płuca utopionego, który jednak niektórzy lekarze fakultetu radzą zastępować przypalaniem, nawet puszczaniem krwi, jak to czyni d-r Edward Auber. Głośny lekarz Marshall Hall radzi natomiast wahania ciała czysto mechaniczne, t. j. używa przeciw obezwładnieniu naśladowania ruchów naturalnych mających rozgrzać krew, wznowić jej prawidłowe krążenie. Metoda ta, mająca, jak sądzimy, przyszłość przed sobą, została ujęta ostatecznie w pewien system ratunkowy, dzięki d-rowi Sylwestrowi.

Kopiujemy tu okólnik, ogłoszony przez Stowarzyszenie ratunkowe w Calais, o pierwszej pomocy, jaką należy udzielić utopionym, zgodny zresztą z postanowieniem rady prefektoralnej z 9 Czerwca 1835 r., który góruje nad pierwszem zwięzłością treści i doniosłością szczegółów.

Ostrzeżenia dla osób w niebezpieczeństwie.

W razie grożącego wypadku należy zachowywać się w wodzie jak najspokojniej; ciało ludzkie, będąc lżejszem od wody, pozbawione ruchu, spłynie przynajmniej częściowo. Część wynurzająca się nad powierzchnię wód bywa najczęściej twarzą; dlatego też należy ukryć głowę w podniesionych ramionach, opuszczając zupełnie swobodnie ręce. Wszelkie poruszenia są, niebezpieczne; jednakże d-r Franklin zaleca ruchy pełzające, jak człowieka gramolącego się na czworakach po schodach na gorę. Zresztą, przy pewnej odrobinie przytomności umysłu, leżąc na wznak i poruszając rękami, można jako tako utrzymać się na wodzie. Dla obecnych przy wypadku. Trzeba wołaniem zalecać odwagę i wytrwanie — alarmować, jeżeli można, i gromadzić wszelkie możliwe środki ratunkowe, jako to: sznury, liny, prześcieradła, łodzie. Dobrze jest uwiązać kamień u długiego sznura i rzucić go następnie topielcowi. Można także wiązać chustki za rogi przeciwne i wytworzyć z nich rodzaj sznura, lub, trzymając się za ręce, sformować łańcuch i wejść w wodę.

Pływak, po zdjęciu ubrania zwierzchniego, butów i kapelusza, powinien natychmiast rzucić się w wodę i płynąć nurkiem, jeżeli topielca nie widzi na powierzchni, a pamiętać o tem, że w wodzie można mieć otwarte oczy i widzieć na pewną przestrzeń dokoła. Mimo jednak chęci ocalenia bliźniego, należy zbliżać się do topielca ostrożnie, aby tenże, bezwiednie działając, nie mógł pochwycić ręki lub nogi ratującego – w takim bowiem razie śmierć najlepszego nurka byłaby nieuniknioną. Jeżeli patrzy jeszcze – trzeba ukryć się przed jego wzrokiem, zajść go znienacka, z tyłu, i ująć pod pachy, płynąc samemu nogami tylko, dla wydobycia go z wody lub sprowadzenia do najbliższego wybrzeża. Gdy ciało zostanie już wydobyte z wody, w braku lekarza każdy z obecnych może przestrzec, aby:

1) nie wprawiano ciała w ruch gwałtowny;

2) nie zawieszano go głową na dół i nie taczano jak beczką po wybrzeżu;

3) nie nacierano solami lub spirytusem;

4) nie dawano lewatyw z odwaru lub dymu tytoniowego, jak to się w wielu razach do dziś jeszcze, niestety, praktykuje. Pomoc, niesiona przez pięć lub sześć osób, ale prawidłowa, wystarczy zupełnie.

Sposoby ratowania.

1) Należy przenieść utopionego do najbliższego domu, rozebrać go zupełnie i ułożyć na sofie lub na łóżku, na bok prawy, na materacu lub wełnianej kołdrze, z głową podniesioną, a ramionami i nogami niżej;

2) topielcowi trzeba odchylić, choćby siłą, usta i pochylić na jedne lub dwie minuty głowę, aby woda wyciekła, jeżeli jeszcze krtań zapełnia;

3) owinąć ciało w jedne lub dwie dery starannie i umieścić w ogrzanem łóżku, następnie nacierać silnie krzyż, piersi, łydki, ręce i nogi wełnianą szmatą lub średnio miękką szczotką, a głowę owinąć chustką, także wełnianą;

4) następnie, jeżeli można, włożyć, topielca do kąpieli tak gorącej, jak ręka w nią włożona wytrzymać może bez bólu;

5) oczyścić usta i nozdrza ze szlamu, traw lub piasku, jeżeliby niemi były zapełnione;

6) kłaść gorące okłady na żołądek (na dołek) i na piersi, butelkami z ukropem lub gorącemi cegłami rozgrzewać pachy, nogi, uda i ręce ofiary; należy także ciepłą ogrzewaczkę przeprowadzać wzdłuż krzyża i między łopatkami;

7) nie zawadzi łechtać wargi, nozdrza i brodę piórkiem lub słomą, nacierać je gorącym, mocnym octem, nie pomijając i kostek przy pięści;

8) podstawiać pod nos płonące siarczane zapałki, amoniak, eter lub inne ostre sole;

9) dać lewatywę z trzech szklanek ciepłej wody i uncyi kuchennej soli;

10) przed przywróceniem prawidłowego oddychania nie dawać żadnych napojów topielcowi;

11) dla przywrócenia oddechu należy wprowadzić w jedno nozdrze rurkę zwyczajnego mieszka i zatknąć palcem drugie; wtedy wdmuchuje się z wolna powietrze, aż przeniknie do płuc. Następnie zostawia się usta i nozdrza w spokoju, a lekko naciska piersi, póki nie okażą się znaki życia;

12) gdy chory zacznie oddychać trochę, trzeba mu dawać co pięć minut łyżeczkę lub łyżkę stołową grzanego wina lub mieszaniny z trzech części wody i jednej części wódki lub koniaku;

13) tak należy postępować przez kilka godzin i nie tracić nadziei przywrócenia do życia topielca, choć wcześniej nie da oznak powrotu do zmysłów.

Powtórzyliśmy tu wspomniane przepisy głownie dla jasności, z jaką są zestawione, szczególniej co do pierwszych środków ratunkowych; niemniej przeto w tych razach na pewno nic orzec nie można. Użycie mieszka i władze zalecają – zajmuje on pierwsze miejsce między kilkudziesięcioma środkami, znajdującemi się w każdej skrzynce przy posterunku ratunkowym. Osiem dziewiątych z utopionych mieszkiem do zmysłów przywracano zawsze — teraz zaś, gdy i naturalne wdmuchiwanie ustami wchodzi w użycie, śmiertelność zwiększyła się o jednostkę w powyższym stosunku.

System Faure’a.

Wedle d-ra Faure’a, uduszenie, wolne od wszelkich pobocznych, towarzyszących mu przypadłości i uszkodzeń, jest jednolite. Od początku do końca można je nazwać stopniowym zanikiem sił żywotnych. Takim w istocie jest źródło słów tego wyrażenia. Władze umysłowe najpierw są tu porażone i, naturalnie, przestają kierować władzami zmysłów znacznie wcześniej, nim te ostatnie zostaną nadwerężone. Następnie przychodzi kolej na muskuły i mięśnie, czynności trawienia, nareszcie tkanki podskórne i nerwy, które tracą swe własności jedne po drugiej.

Tak np. czułość, jedna z pierwszych własności nerwów, osłabia się stopniowo; członki utracają swą wrażliwość najpierw w swych kończynach, potem na całym obszarze. Cały naskórek może utracić swą czułość, a nerwy spodnie jeszcze działają i kurczą się prawidłowo. Zachodzi też i stopniowanie w działaniu używanych środków pobudzających. Mechaniczne pobudzanie najpierw, potem zimno, a następnie przypiekanie – okazują się daremnemi. D-r Faure zapewnia, że śmierć zachodzi nieodwołalnie, gdy rozpalone żelazo, przyłożone do wyższej części piersi, drgnień w niej żadnych nie wywoła. Przy powrocie zaś do życia rzecz się dzieje odwrotnie  – t. j., najpierw wraca czułość skory, potem siła mięśni, a nareszcie władze umysłowe działać zaczynają. Wrażliwość zdwaja się tam, gdzie już poprzednio słabo jeszcze istniała, i stamtąd rozchodzi się dokoła, dalej.

D-r Faure nie zwraca uwagi na konwulsye, cząstkowe porażenia, kurcze itp., uważając je za zależne od duszenia się, lecz niestanowiące go w istocie. Jeżeli sparaliżowanie owładnęło ciałem od dołu ku górze, trzeba je usuwać nacieraniami w odwrotnym kierunku. Są na przykład topielcy, których w ciągu całych godzin nie można było przywołać do życia – a proste podrażnienie piórkiem w głębi krtani wystarczyło do wrócenia przytomności.

Lekkie podrażnienia wystarczają w najpoważniejszych wypadkach,—aby tylko zanurzenie nie trwało zbyt długo, a pomoc niesiono natychmiastowo. Jeżeli istnieją zaś te dwa powody opóźnienia, należy zastosować nastrzykiwania zimną wodą na wierzch czaszki i pobudzanie naskórka za pomocą rozgrzanej fajki, węgla żarzącego się lub kawałka żelaza. Znaleźć na ciele punkt, gdzie czułość niezupełnie osłabła, pobudzić ją i rozprowadzać dalej – oto zadanie, jakie ratującym przypada w udziale. System Sylwestra. Doktorzy angielscy odrzucili leczenie, mające na celu podniesienie temperatury ciała i krążenia krwi, jako zbyt długie w takich razach; odrzucili także przypiekanie, prądy elektryczne i magnetyczne, działające na ustrój nerwów. W łodzi, na wybrzeżu, słowem gdzie tylko wydobędzie się topielca, usiłują za pomocą kilku ludzi poruszać jego członkami w ten sposób, jakby to czynił sam, za życia.

Zalecają też co następuje:

1) Nadać topielcowi jak najnaturalniejsze położenie. Umieścić ciało na grzbiecie, z lekko wzniesionemi ramionami i opartemi nogami. Leroy de Mericourt zwraca tu uwagę, że taką pozycyę zwykle wybierają astmatycy i że tym sposobem zmniejsza się trudność oddychania.

2) Kanał oddechowy utrzymać w zupełnie normalnym stanie. Oczyścić usta i nozdrza; wyciągnąć język topielca i utrzymywać go na zewnątrz jamy ustnej.

3) Naśladować ruchy silnego oddychania. Pierwsza cześć sztucznej aspiracyi. Podnieść całkowicie ręce topielca z obu stron głowy i utrzymać je w górze w ciągu dwóch sekund.

Buch ten porusza zebra, rozszerza klatkę piersiową i wywołuje wdychanie.

Druga cześć sztucznego wdychania. Opuścić ręce i naciskać je lekko, także w ciągu dwóch sekund, wzdłuż boków korpusu. To drugie poruszenie odpowiada drugiej części prawidłowego oddychania, zmniejszając wzdęcie klatki piersiowej.

Takie ruchy powtarzać piętnaście razy na minutę, bezustannie.

4) Wrócić topielcowi ciepłotę i krążenie krwi oraz pobudzić oddychanie. Nacieranie nagich członków lub przez suchą odzież. Używać kołder lub derek suchych i ciepłych – flaneli, pęcherzy z gorącą wodą, cegieł ogrzanych pod pachy, między uda, na spod nóg. Wszystko to jednak nie powinno tamować wyżej przytoczonych ruchów wdychania i wydychania.

Ostatnia uwaga. Nauka w wypadkach utopienia nie zna innych oznak śmierci, prócz chemicznego rozkładu ciała. Sześć i dziesięć nawet godzin, przebyte pod wodą, śmierci jeszcze nie dowodzą.

Zdrowa dusza w zdrowem ciele. Podręcznik sportowy. Warszawa 1890r.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

trzy + 20 =