Problemy organizacyjne Polskiego Związku Pływackiego – 1937r

iplywamy 14:00

Problemy organizacyjne Polskiego Związku Pływackiego – 1937r

Problemy organizacyjne Polskiego Związku Pływackiego - 1937r

Po jedenastoletnim okresie krystalizowania się form organizacyjnych Polskiego Związku Pływackiego, przyjęto w r. 1933 nowy statut i regulaminy, będące podstawą nowego, dość swoistego ustroju tej instytucji. Zasadą przewodnią statutu z r. 1933 stało się przekazanie spraw dyscyplinarnych i orzecznictwa w spornych sprawach sportowych specjalnym komisjom, zupełnie niezawisłym od zarządu. Oba te ciała komisja dyscyplinarna i komisja sportowa są w swoim zakresie instancjami ostatecznymi i niema od ich orzeczeń odwołania do walnego zgromadzenia. Do pierwszej z nich należy wyłączne prawo karania klubów, działaczy i zawodników, do drugiej rozstrzyganie odwołań od orzeczeń sędziów na zawodach i od orzeczeń sportowych wydziału wykonawczego P. Z. P. w sprawach piłki wodnej. Komisja sportowa jest jedna, komisje dyscyplinarne I-ej instancji istnieją przy wszystkich okręgach, komisja drugiej instancji zaś istnieje przy zarządzie centralnym w Warszawie.

Czy ustrój ten zdał egzamin w ciągu czterech lat istnienia? Odpowiedzi na to pytanie nie będą zgodne. System ten jest ostro krytykowany ze strony sfer zbliżonych do zarządu PZP. Wysuwane są argumenty, którym niepodobna odmówić pewnej słuszności: skoro Zarząd odpowiada za całość spraw Związku, skoro musi się tłumaczyć z posunięć tego Związku przed władzami, musi mieć pewną możność kierowania wszystkimi agendami instytucji, musi sprawować pełną zwierzchnią władzę wykonawczą i nie może nie być usunięte z pod jego kompetencji. Zarząd zaś odpowiada przed ogólnym zgromadzeniem, do którego można się od jego orzeczeń odwołać. Dla przykładu podaje, że gdy np. powstanie jakiś większy i głośniejszy skandal sportowy, wymagający surowego ukarania, zarząd musi się tłumaczyć przed władzami państwowymi i z tego, jakie konsekwencje wyciągnięto w stosunku do winnych i jest bezsilny wtedy, gdy komisje dyscyplinarne są zbyt powolne lub zbyt pobłażliwe. Istotnie, sytuacja zarządu jest w tych wypadkach trudna. Odpowiada on za działania organów, na które nie ma wpływu. Jest to jednak sytuacja podobna, do tej, w jakiej się znajduje rząd we wszystkich państwach o ustroju kulturalnym: odpowiada za porządek i ład prawny w państwie, a nie ma wpływu bezpośredniego na karanie tych. którzy ten ład naruszają. Ba, nawet w stosunku do urzędników, winnych uchybień służbowych, nie ma władzy karzącej ich przełożony, lecz tylko niezawisła komisja dyscyplinarna.

Analogia ustroju związku sportowego z ustrojem państwa nie jest dokładna o tyle że władze związku sportowego są bezsilne także wobec zupełnego nieróbstwa orga-nów dyscyplinarnych. W tym tkwi pierwsza zasadnicza trudność realizowania zasad statutu z 1933 r. Okazało się w praktyce, że bodaj nie dojrzeliśmy jeszcze u Polskim Związku Pływackim do rozbudowania ustroju, w którym by funkcjonowały po dwie komórki organizacyjne w każdym okręgu. W większości okręgów niestety nie działa sprawnie nawet jedna komórka — wydział cóż dopiero mówić o komisji dyscyplinarnej! Działanie wyższej komisji dyscyplinarnej przy zarządzie centralnym też nie jest szybkie ze względu na wielkie trudności przeprowadzania postępowania.

Trzeba przyznać, że jest to mankament tak poważny, iż może przekonać największego zwolennika obecnego ustroju. Możemy sobie powiedzieć, że ustrój nasz jest teoretycznie bardzo dobry, ale w praktyce bardzo niedogodny, gdyż po prostu nie stać nas na luksus organizacyjny w postaci dwuch organów w każdym okręgu. Nie mamy ludzi, a ci co są, nie chcą przeważnie nic robić. Jest to smutne, ale z tym się trzeba pogodzić i r.ie wiemy, kiedy się sytuacja zacznie poprawiać.

Jako koncepcja przeciwna obecnej, wysuwana jest taka: zarząd główny Związku, jako jego naczelna władza, wyłania komisje dyscyplinarne z pośród swoich członków

z osób z poza zarządu. Komisja ta odpowiada przed zarządem. Jeżeli członkowie jej nie pracują można ich odwołać i powołać innych. (Dodam tu nawiasowo uwagę sceptyka, nauczonego dość długim doświadczeniem, iż bardzo łatwo jest usuwać nierobów, ale niesłychanie trudno jest znaleźć kogoś lepszego na ich miejsce). Komisja taka, jako organ pomocniczy zarządu, wymierzałaby kary dyscyplinarne, odwołanie zaś od jej orzeczeń służyło by do Zarządu. Analogicznie przedstawiałaby się sprawa z komisją sportową, która również byłaby fachowym organem pomocniczym Zarządu, Zarządowi temu podległym.

Niewątpliwie dla jednolitości kierownictwa i dla sprężystości działania, reforma w tym duchu była by celowa. Trzeba się zastanowić tylko nad jednym: jak zapewnić pełną sprawiedliwość orzeczeń zarówno dyscyplinarnych jak i sportowych? Ponieważ rozważam zagadnienie czysto teoretyczne i zastrzegam się, że nie mam na myśli żadnych osób, nie mam obaw, by ktokolwiek czuł się dotknięty wysuwaniem takich wątpliwości. Zakładam, że zarząd składa się zawsze wyłącznie z ludzi iw pełni kompetentnych i ożywionych jak najlepszą wolą. Czy przy takich idealnych warunkach da się zagwarantować słuszność i sprawiedliwość orzeczeń? Mam poważne wątpliwości. Zarząd prowadzi sprawy bieżące, jest w samym środku wszystkich tarć i zaognień (które muszą istnieć, jeżeli organizacja nie choruje na śpiączkę), jest w nich zawsze zaangażowany przynajmniej prestiżowo. Zarząd nie ma warunków na to, by zdobyć się na pełną bezstronność. Technika prac wszelkich zarządów, jako władz wykonawczych, nakazuje załatwianie spraw szybkie, często bez należytego wysłuchania zainteresowanych, nieraz wręcz pochopnie. W tych warunkach o orzecznictwo zupełnie obiektywne nie jest łatwo. A co będzie jeżeli w zarządzie zasiadać będą fanatycy klubowi, co nie jest w organizacjach sportowych rzadkością? Co będzie, jeżeli do zarządu wchodzić będą ludzie nowi niekompetentni, niedoświadczeni, których się dopiero wciąga do pracy, na której się nie znają?

A przecież takich ludzi w każdym zarządzie organizacji sportowych spotykamy. Wiemy z doświadczenia – powtarzam, że operuję znanymi wszystkim wypadkami z różnych gałęzi sportu, — że jeden fachowiec i znawca danej dziedziny sportu, obdarzony nie najlepszą wolą i kierujący się interesami swego klubu, potrafi z łatwością prowadzić na pasku całę czeredę t. zw. nowych ludzi, u których znajomość rzeczy niedorównywa dobrym chęciom. Jeżeli zaś jest w jakim zarządzie dwuch takich klubowców, z których każdy ciągnie w inną stronę ci „ludzie nowi”, niedobrze zorientowani, tracą głowę i wyniki głosowania bywają zgoła przypadkowe.

Praca komisji – czy to sportowej czy dyscyplinarnej nie jest wielka. Posiedzenia trafiają się parę razy do roku. Można do nich dobrać zespoły ludzi wypróbowanych i znanych ze swego obiektywizmu i kompetencji. Ludzie ci stoją na uboczu wszelkich tarć i walk nic są zasugestionowani nastrojami, dostają do ręki samą sprawę, z nastrojów tych odartą, i mogą w tych warunkach wydawać bezstronne i słuszne sądy Praca w zarządzie natomiast wymaga niesłychanego wysiłku przez tuła kadencję, wymaga poświęcenia ogromnej ilości czasu w ciągu co najmniej pełnego roku, a zazwyczaj paru lat. Niełatwo jest zwerbować ochotników tej pracy ciężkiej i niewdzięcznej. Z konieczności bierze się każdego, kto ma do niej ochotę. Przymyka się oko, jeżeli to jest fanatyk klubowy. Jeżeli to jest człowiek nowy, który nic się na rzeczy nie zna, przyjmuje go się z dobrą wiarą, że niedługo się pozna. Zarządy dobierane są wyłącznie pod kątem widzenia zdolności danej jednostki do wytrwałej pracy. Komisje sportowe i dyscyplinarne natomiast można wybierać patrząc w pierwszym rzędzie na fachowość i zupełny obiektywizm kandydatów. I na tym polega ich wyższość, jeżeli chodzi o wydawanie orzeczeń

Pozostaje kwestia odwołań. Zasadą każdej organizacji, opartej na ustroju quasi demokratycznym, jest iż zarządy odpowiadają przed walnymi zgromadzeniami, które władne są uchylać ich decyzje Przez włączenie spraw dyscyplinarnych i orzecznictwa sportowego do kompetencji zarządu, tym samym włącza się te sprawy do kompetencji ogólnego zgromadzenia Jest to mniej więcej coś w tym rodzaju, jakby parlament uczynić najwyższa instancją sądową. Doświadczenia z okresu dawnej organizacji P. Z. P. i z innych działów sportu, nie pozostawiają wątpliwości co do tego, iż był by to system katastrofalny. Takie odwołania są zawsze tragifarsą. Pamiętamy dawne czasy, kiedy delegaci zawierali układy ja będę głosował za twoim kandydatem do zarządu, ale ty za to poprzesz mój wniosek o złagodzenie kary dla mojego gracza. Pamiętamy budujące widowisko, kiedy na pewnym walnym zgromadzeniu bratniej organizacji sportowej kluby większością głosów uchwalały, czy klub X ma pozostać w lidze czy z niej wylecieć. Oczywiście ci wszyscy, dla których mecze z klubem X są dochodowe, uważali że uchybienia nie było i klub X powinien zostać w lidze, a przeciwnego zdania byli ci, którym zależało na wprowadzeniu kogo innego do ligi. Trudno i darmo, ale po delegatach na walne zgromadzenie nie można się spodziewać ani obiektywizmu ani znajomości rzeczy, ani chęci i możności wniknięcia w badane zagadnienia. Tu są tylko targi i koncesje, i decyduje to, komu się uda lepiej taki targ przeprowadzić. O stosowaniu zasad słuszności mowy być nie może, nawet nikt nie jest na tyle naiwny, by próbować o nie walczyć.

Wprowadzenia zatem odwołania do walnego zgromadzenia w sprawach dyscyplinarnych i orzecznictwa sportowego uważał bym za najcięższy absurd. Takich projektów w ogóle nie można na serio dyskutować. Trzeba zatem oddać orzecznictwo w tych sprawach instancjom takim które by były ostateczne. Jest zasadą przyjętą niemal we wszystkich stowarzyszeniach iż orzeczenia organizacyjnych sądów honorowych czy koleżeńskich są ostateczne i nie ma od nich odwołania do walnego zgromadzenia. Jest też powszechnie przyjęte, iż sądy te składają się z innych osób, aniżeli zarząd. Chodzi o to, aby zwykły członek organizacji w sporze z zarządem znalazł bezstronny sąd. Zarząd zaś nie może być sędzią tam gdzie z reguły jest sam zainteresowaną stroną. I jakoś nie słychać nigdzie na ten stan narzekań.

Nasze sportowe sądy dyscyplinarne są też swego rodzaju sądami koleżeńskimi Wprawdzie kwestia honorowości jest w P. Z. P. wyraźnie wyjęta z pod ich kompetencji, jednak nie da się zaprzeczyć, ze jeżeli ktoś zostaje ukarany za działanie na szkodę instytucji lub szkodę sportu, to orzeczenie takie ma charakter dyfamacyjny i dla honoru dotkniętej nim jednostki nie jest obojętne. Tym bardziej więc wydawanie tych orzeczeń może odbywać się tylko w warunkach gwarantujących pełną bezstronność. Co innego, jak tam gracza X ukarze się dwutygodniową dyskwalifikacją za kopnięcie, a co innego, jak wykluczy się z organizacji poważnego człowieka, zajmującego odpowiedzialne stanowisko społeczne, i uznaje się go za szkodnika. Sprawy te, które zahaczają o honor jednostek i o egzystencję klubów, nic mogą być oddane pod rozstrzygnięcie ostateczne ciału złożonemu z osób nieraz zainteresowanych i z reguły skłonnemu do pochopnego załatwiania spraw.

Dlatego też sądzę, że musimy pozostać przy stanie obecnym. Należy tylko myśleć nad usprawnieniem istniejących komisyj. Ciężar zagadnienia radziłbym przenieść nie na to jakie będą przepisy lecz na to, jacy ludzie będą je wykonywać. Nic znajdzie się bowiem taki ustrój organizacyjny, który by dobrze funkcjonował, wtedy kiedy jest on sabotowany przez pracowników. Na nieróbstwo w przepisach organizacyjnych lekarstwa nie znajdziemy.

T.Semadeni

Sport Wodny, Nr 21, listopad 1937r.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dwa + 1 =