Zadania Polskiego Związku Pływackiego – 1934r

iplywamy 09:29

Zadania Polskiego Związku Pływackiego – 1934r

Zadania Polskiego Związku Pływackiego - 1934r

Im dalej w las, tem więcej drzew. Im większy jest rozwój danej gałęzi sportu, tem większe i odpowiedzialniejsze zadania ciążą na kierującym nim związku. Dlatego też, to co przed laty wykonywać mogła jedna osoba lub dwie, to dzisiaj będzie zbyt uciążliwe nawet dla większego grona. Ponieważ zaś doświadczenie wykazuje, iż w organizacjach społecznych w ogóle, a w sportowych w szczególności, fikcją jest dobranie większego zespołu harmonijnie pracującego, i zawsze mamy ten stan, iż cały ciężar pracy spada na jednostki, a resztę zarządu stanowią figuranci, którzy rzadko są pomocni w pracy, a częściej w niej przeszkadzają — przejść trzeba do wniosku, iż nasze naczelne organizacje sportowe muszą zmienić zasady swej pracy, i idąc za wzorem zagranicy, a Ameryki w szczególności, główny ciężar pracy przerzucić na jednostki wynagradzane. Praca „honorowa” z natury rzeczy nie może być systematyczna, a dorywczość jej odbija się fatalnie na interesach instytucji.

Nie wystarczy przytem posługiwanie się płatnym pomocniczym personelem biurowym, nie posiadającym inicjatywy, lecz należy tworzyć płatne stanowiska, związane z odpowiedzialnością i prawem decyzji. Doświadczenie bowiem wykazuje, że nawet najzdolniejsze jednostki, jeżeli są zepchnięte do roli płatnego funkcjonarjusza, pozbawionego prawa decyzji i zwolnionego od odpowiedzialności za swe działania, tracą całkowicie inicjatywę i stają się narzędziem do wykonywania zleceń t. zw. „honorowych” pracowników w zarządzie. Jak dotąd, w Polsce w organizacjach sportowych naogół obawiano się łączenia wynagrodzenia materjalnego z prawem decyzji. Najzupełniej niesłusznie. Te rzeczy nie powinny mieć ze sobą związku. Wybieralność przez walne zgromadzenie i odpowiedzialność przed niem za swą działalność może być zupełnie dobrze oddzielona od prawnego stosunku najmu pracy, jaki powstaje między jednostką a instytucją.

Trudności największe przedstawiają tu budżety. Osoba odpowiedzialna na stanowisku kierowniczem musi mieć odpowiednie wynagrodzenie. Wydaje się jednak, że trudności te istnieć mogą tylko na początku. Jeżeli bowiem przejść od dorywczej amatorskiej pracy jednostek dobrej woli do systematycznej i odpowiedzialnej pracy osoby wykwalifikowanej, pełnej inicjatywy, odpowiedzialnej, i do tego takiej, której na posadzie tej mocno zależy — musimy uzyskać zawsze tak wielką poprawę w wydajności pracy, takie podniesienie się organizacyjnej instytucji, iż musi to w sumie dać zwiększenie dochodów budżetowych, pozwalające na zatrudnienie pracownika. Innemi słowy, dobry pracownik płatny „wyrabia” swoją pensję z nadwyżką.

Te ogólne uwagi odnosić się mogą mniej lub więcej do wszystkich związków, ale Związku Pływackiego dotyczą w szczególności. Związek ten bowiem znajduje się w sytuacji o tyle trudnej, iż jego organizacja w terenie nie dorasta zupełnie do wysokości potrzeb. Okręgowe związki pływackie, poza Poznaniem, Górnym Śląskiem i Warszawą, funkcjonują fatalnie. Albo zupełne nieróbstwo, albo nieróbstwo połączone z dyletantyzmem i warcholstwem, gdzieniegdzie tylko krótkotrwałe porywy ludzi dobrej woli, które jednak zazwyczaj nie starczają na długo.

PZP. zatem na swych okręgach opierać się nie może; ma więcej roboty z doprowadzaniem ich do porządku, ze zmuszeniem ich do dopełnienia w terminie najbardziej kardynalnych obowiązków, jak urządzenie mistrzostw, zwołanie ogólnego zebrania, wybory władz i złożenie sprawozdań, a o tem, żeby mieć z nich pomocy, niema mowy.

Sytuację pogarsza ta okoliczność, iż tam, gdzie sport pływacki wymaga największej pieczołowitości, gdzie największych trzeba dołożyć wysiłków, by sport ten zaczął kiełkować, związki funkcjonują najgorzej. Klasycznym przykładem jest okręg wileński, w którym nie może istnieć sport pływacki, bo związek okręgowy chronicznie nie chce nic robić, dlatego, że niema pływalni, a pływalni znów niema dlatego, że nikt się tem nie chce zająć.

Najważniejszą też dziedziną pracy, niewdzięczną, gdyż ciężką, trudną i nieefektowną, jest pobudzenie do życia ośrodków dotąd martwych, w szczególności na kresach wschodnich i nad morzem. Sport pływacki tam gdzieniegdzie istnieje, ale wegetuje nieśmiało, trzeba go ująć w karby organizacyjne. Trzeba przyznać, że prowincja jest pod tym względem niesłychanie oporna. Nasi działacze prowincjonalni nieraz pracują w terenie dużo i skutecznie, ale mają wstręt do korespondencji. A niestety, praca organizacyjna i więzy między centralą a organami w terenie, polegają właśnie na korespondencji. Istnieją okręgi, które nieraz nieźle pracowały (np. Lwów), ale o których PZP. z reguły dowiadywał się tylko z gazet.

Organizowanie ośrodków prowincjonalnych wymaga wyjazdów, wymaga żmudnej i uporczywej pracy, nie pozwala się przejmować nierzadkiemi wybrykami warchołów, których nigdzie nie brak. Jest to praca, której wyników nikt nie widzi, a przedewszystkiem jest to praca, która nigdy nie „pali się”. Te kwestje zawsze nadają się do odłożenia do jutra, i dlatego ustępują miejsca zazwyczaj sprawom nie cierpiącym zwłoki, jak mistrzostwa, sprowadzanie trenerów, zawody międzypaństwowe. Dla tego rodzaju pracy najbardziej oczywistą staje się konieczność zaangażowania pracownika płatnego.

Z poprzedniem zadaniem ściśle związana jest kwestja popularyzacji indywidualnej pływania przez odznakę pływacką. Poprzedni Zarząd PZP. zrobił już wszystkie przygotowania do odznaki, ale aparatu tego nie puścił w ruch.

I tu przeszkodą była poniekąd apatja okręgów, na których dystrybucja odznaki musi się opierać. Jest to dział poważny, gdyż jednocześnie ma duże znaczenie propagandowe i budżetowe.

Trzecią pracą z zakresu propagandy i rozwoju wszerz jest kwestja zorganizowania towarzystwa ratowniczego.

Myśl ta kiełkuje w PZP. od dawna, ale nie wchodzi jeszcze w fazę realizacji. A szkoda. Towarzystwo takie byłoby instytucją o charakterze niesportowym, zorganizowaną na wzór tego rodzaju stowarzyszeń, istniejących wszędzie na zachodzie, grupującą w sobie jednostki, a nie zrzeszenia, działającą na terenie całego Państwa. Zadaniem jej byłoby organizowanie pomocy tonącym i krzewienie umiejętności pływania i ratownictwa. Przez wyeliminowanie z tego towarzystwa elementów sportowych, nadałoby się jej wyłącznie charakter instytucji użyteczności publicznej, która ze względu na swe zadania musiałaby znaleźć odpowiednie poparcie u władz bezpieczeństwa. Takie towarzystwo, istniejąc niezależnie od PZP. i tylko luźno związane z nim organizacyjnie, mogłoby wydatnie odciążyć PZP. w jego pracy w kierunku rozpowszechnienia umiejętności pływania. Gdyby na stowarzyszenie to przerzucić cały ciężar rozpowszechniania pływania elementarnego, a pozostawić przy PZP. tylko wyszkolenie sportowe i zawodnicze pływaków — Związek miałby swe zadania znacznie ułatwione.

Zaznaczyć trzeba przytem, że wobec obecnych prądów w Ministerstwie W. R. i O. P. w szkolnictwie, takie towarzystwo ratownicze, wyprane gruntownie z elementów sportu i współzawodnictwa, miałoby nierównie łatwiejszy dostęp do szkół, aniżeli PZP. i jego kluby.

Przejdźmy z kolei do czysto sportowych zadań PZP.

O sprawach bieżących — mistrzostwach — niema wiele do mówienia. Tutaj istnieje już pewien utarty tor, którym wszystko idzie od lat, idzie naogół gładko i ku zadowoleniu, mniej więcej, wszystkich zainteresowanych. Przez ostatnie parę lat mistrzostwa przeszły bez żadnych zgrzytów, i w przeciwstawieniu do takiej np. piłki nożnej, gdzie po każdym roku doświadczenia, wprowadzać się chce nowe reformy, w PZP. organizacja mistrzostw zmian nie wymaga. Ostatnią reorganizacją była zmiana systemu rozgrywek piłki wodnej, zapoczątkowana w r. 1932, wprowadzona w pełni w r. 1933, która obecnie z powodzeniem powinna potoczyć się według nowych przepisów, bez zgrzytów i z korzyścią dla rozwoju tej gałęzi sportu.

Mówiąc o tym zakresie zadań PZP., nie sposób pominąć kwestję skoków. Ten dział sportu pływackiego w Polsce wyraźnie upada, mimo, że nie było, na dobrą sprawę, z czego spadać. Piłka wodna, przez długie lata ruszająca się bardzo niemrawo, z chwilą, gdy zabrano się do niej na serjo, ruszyła całą parą naprzód i zrobiła postępy liczbowe i jakościowe. Z pchnięciem naprzód skoków będzie sprawa trudniejsza, ale niewątpliwie wysiłki w tym kierunku nie mogą pozostać bez wyniku.

Program międzynarodowy mieć będziemy w tym roku dość szablonowy. Jak zwykle, Czechosłowacja (tym razem w Pradze), ewentualnie, jeżeli środki finansowe na to pozwolą, wznowi się trójmecz słowiański (i ta impreza odbyłaby się w Czechosłowacji, w tydzień po meczu międzypaństwowym. Bezpośrednio po Pradze, elita naszych pływaków, przypuszczalnie w bardzo ograniczonej liczbie, udać się musi do Magdeburga na Mistrzostwa Europy (12 — 19 sierpnia).

Podobnie, jak w zeszłym roku, PZP. urządzi gdzieś w lipcu zawody międzynarodowe indywidualne. Wielką ich atrakcją byłby udział pływaków sowieckich. Sprowadzenie ich natrafia jednak na trudności ze strony FINA, która stoi uparcie na stanowisku swego statutu, zabraniającego na spotkania z zawodnikami krajów niezrzeszonych w Federacji.

Pozatem ze strony kolonji polskiej w Stockholmie powstała inicjatywa zorganizowania w ramach „tygodnia polskiego” w stolicy Szwecji także i zawodów pływackich. Kontakt ze Szwecją utrzymuje PZP. od dawna, ale, jak dotąd, względy finansowe stały na przeszkodzie zorganizowaniu meczu międzypaństwowego. Jeżeli bezpośrednia komunikacja okrętowa znacznie obniży koszty przejazdu — zawody takie będą możliwe. W każdym razie taki program łącznie z mistrzostwami wypełni sezon naszej elity całkowicie.

*

Do zakresu działalności sportowej PZP. wliczyć wreszcie trzeba szkolenie instruktorów. W ostatnim roku pracę w tym kierunku zatrzymano z tego względu, że nasz „rynek” krajowy miał pewną nadprodukcję instruktorów pływackich. Nie w tym sensie, by liczba ich była ponad potrzeby istotne, ale w tym sensie, że nie było komu zatrudnić i opłacić tych wszystkich instruktorów, którzy już mieli dyplomy. Rozwój sportu na dalszej prowincji powinien wydatnie powiększyć „popyt” na płatnych instruktorów, a co za tem idzie, wywoła — konieczność przeprowadzenia nowego poważnego kursu, na wzór kursu Wiessnerowskiego przed dwoma laty.

Szczególny nacisk powinien położyć PZP. na rozwój sportu pływackiego w uzdrowiskach. Uzdrowiska rzuciły się na budowę pływalni. Ciechocinek, Truskawiec, Rabka, Wisła, Ustronie, pobudowały piękne baseny. Są to jednak kąpieliska, w których ludzie się chlapią, a nie pływają. Jest niezwykle palącą sprawą, by zorganizować tam masową naukę pływania. Jest to o tyle łatwiejsze, że pieniężnych trudności tutaj nie będzie. Chodzi tylko o inicjatywę i dobrą wolę.

Uruchomienie sportu pływackiego w uzdrowiskach będzie kompletne dopiero wtedy, gdy powstaną w nich kluby pływackie, któreby systematycznie urządzały tam zawody. Zawody z udziałem zawodników zamiejscowych w miejscowościach kuracyjnych zawsze muszą się opłacać.

Jak widać z tego przeglądu, przyszły Zarząd PZP. będzie miał co robić. Łatwiej jest jednak napisać taki program, aniżeli go wykonać, skoro ma się działać na terenie całej Polski, siedząc w Warszawie, nie mając na prowincji organów wykonawczych, a przedewszystkiem, nie mając na nic pieniędzy!

T.Semadeni

Sport Wodny, Nr 1, styczeń 1934

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

14 + pięć =