Noc Świętojańska jako kult sportów wodnych – 1932r

Noc Świętojańska jako kult sportów wodnych

Noc Świętojańska jako kult sportów wodnych (w dawnej słowiańszczyźnie).

Dziś, gdy sport we wszystkich swych gałęziach zorganizowany jest w tysiącznych związkach, grupach, stowarzyszeniach i klubach sportowych — samorzutne „dzikie” uprawianie sportów jest czemś niezmiernie rządkiem. Nie tak to jednak ongiś bywało…

Gdy zamarła dawna Grecja ze swemi wspaniałemi Igrzyskami Olimpijskiemi — zaczynało się już wczesne średniowiecze; wiek III po Chrystusie. Początek nowej epoki. Epoki całkowitego zniszczenia wielkich tradycyj kulturalnych, skarbów umysłowości klasycznej. W życie Europy wdzierają się dzikie hordy, walące bez zastanowienia w gruzy to wszystko, czem szczycił się gasnący świat Hellady i Romy.

Zwaliło się wszystko, lecz nie zwaliła się idea ćwiczeń cielesnych, a choć brakło im wspaniałych ram zewnętrznych, jakie im dała Grecja olimpijska i Rzym starożytny — to jednak sama uprawa ćwiczeń fizycznych trwała wciąż — bo ludzkość instynktownie, podświadomie czuła, że tu jest ratunek przed wyrafinowaniem cywilizacji.

Jest jeszcze jeden moment ciekawy, zasługujący na podkreślenie. Podczas gdy dziś sport często jest „sztuką dla sztuki”, oderwany zupełnie od wszelkich uroczystości religijnych i narodowych — to w wiekach średnich aż do Odrodzenia ćwiczenia cielesne uprawia się podczas uroczystości religijnych, jako coś złączonego z temi uroczystościami w sposób nierozerwalny, tak, iż ludzie XIV, XV lub XVI wieku nie potrafiliby zapewne wyobrazić sobie zawodów sportowych jako pewnej całości w samej sobie zamkniętej.

Śród tych starożytnych „sportów” dawnej Polski — sport wodny był przez młodzież szczególnie lubiany. To też prawie wszystkie uroczystości dawnej Słowiańszczyzny odbywały się w puszczach odwiecznych nad brzegami wielkich jezior i strumieni. Lecz żadna z tych uroczystości starożytnych równać się nawet nie mogła co do bogactwa uroczystości wodnych z odwieczną, pogańską „nocą Kupały”.

Niema chyba drugiego święta w Polsce, któreby się poszczycić mogło takiem bogactwem nazw: Sobótka — Kupalnocka — Święto Wianków — Noc świętojańska.

Pochodzi to stąd, że czarownej tej nocy czerwcowej złączyły się odrębne pochodzeniem, kulturą i epoką — wierzenia i obyczaje ludowe.

Zacznijmy od „Kupalnocki”.

Jest to odwieczna, starosłowiańska nazwa tego święta. Kupalnocka — to „noc Kupały”. Któż to był Kupało?

Mniej więcej około VI — VII wieku po Chrystusie plemiona słowiańskie zaprzestały dalszego posuwania się na zachód i rozpoczęły tryb życia rolniczo-pasterski. W epoce tej zjawiają się śród Słowian nowe wierzenia i nowe bóstwa już o charakterze przeważnie rolniczym. Takim typowym bogiem rolniczym, czczonym przez wszystkie plemiona słowiańskie, staje się Kupało, bóg urodzaju, bóg kąpieli (kupali) i wodnych igrzysk.

Rzecz ciekawa, że uroczysty obchód świąteczny ku czci tego bogi łączono z kultem słońca, kultem, który również niemałą odegrał rolę w obyczajach i wierzeniach Słowiańszczyzny i całokształcie mitologji słowiańskiej. Dniem tego uroczystego święta był zazwyczaj okres letniego przesilenia dnia z nocą, a więc 21 czerwca. Sama uroczystość odbywała się w nocy, w tę najkrótszą noc z całego roku, gdy ledwo zgasły ostatnie purpurowe błyski — już wkrótce zapaliły się na wierzchołkach lip słowiańskich złociste strzały wschodzącego słońca. Jako łącznik między temi dwoma słońcami zapalano święte stosy, na które ciskano pęki suszonej bylicy, by łączyły ze sobą dwa słońca — wczorajsze i jutrzejsze — stając się symbolem nieprzerwanego, wieczystego światła…

I oto wśród tego słowiańskiego święta radości i pokoju dziwnie dużo miejsca zajmują uroczystości wodne.

Był w prastarych słowiańskich czasach zwyczaj, że młode dziewczęta wróżyły sobie z wianków. Wróżby z wianków odprawiano dość często, w każdym razie parę razy do roku. Zbierano się gromadą młodzieży nad brzegami strumieni, jezior i rzek, i puszczano wianki na los fal pogańskich „dunajów”. W czasach pogańskich wianki dziewczęce symbolizowały dziewictwo. Gdy nadchodziła zatem pora „Kupalnocki” lub, jak w czasach jeszcze dawniejszych, jakakolwiek uroczystość wodna (a było ich kilka do roku), dziewczęta wiły wianki, w środek każdego sypały garść bylicy, poczem zapaliwszy, puszczały na wodę. Czyj wianek szedł po wodzie równo i daleko, — tej dziewczynie los dobrze się zapowiadał i życie długie się uśmiechało, gdy zaś wianek szybko tonął, groziły powikłania życiowe i łzy.

A tymczasem w szuwarach, w wodnych zaroślach czatowały już dziesiątki czółen, łodzi i czajek, a w nich smagli, zwinni chłopcy, sokolemi oczami wpatrujący się w dal wodną…

Gdy chyboczące się na falach wianki podpływały płonącą gromadką, każdy chłopiec starał się pochwycić wianek, na który już zdawna czatował. Zaczynają się wyścigi między poszczególnemi łodziami, lawirowanie zręczne między płonącemi wianuszkami, by którego w toń wodną nie strącić.

Aż gdy wreszcie wszystkie wianki wyłapano, zdobywcy z pieśnią na ustach szli ku gromadce dziewcząt, stojącej nad brzegiem jeziora, i tam składali wianki u stóp swych wybranek. Komu dziewczyna oddała swój wianek— temu ofiarowała swe dziewictwo i zostawał jej mężem.

Minęły stulecia. Plemiona lechickie przyjęły chrześcijaństwo z rąk Czechów. Zaczęła się budowa zrębów własnej państwowości. Gdzieś tylko po borach i puszczach odwiecznych kryły się gontyny pogańskie i kapłani, świętych gajów stróże,

W drugiej połowie XI stulecia Polska cała jest już chrześcijańska. A mimo to prastary, słowiański kult Kupały nie ginie, jak nie zaginął wówczas i kult Dziadów. Tkwiły te obyczaje i wierzenia mocno w duszach ludu, jako echa starej, minionej kultury. A tej pogańskiej kultury nie zdołały wytępić ani bulle biskupie ani edykty królewskie. Wspomina na przykład Gloger w jednem ze swych dzieł, że jeszcze w roku 1468 (a więc blisko w pięćset lat po wprowadzeniu chrześcijaństwa) król Kazimierz Jagiellończyk, na żądanie opata benedyktyńskiego klasztoru świętokrzyskiego zakazuje surowo pogańskich uroczystości (sobótek) odprawianych na Łysej Górze.

Jednakowoż z chwilą triumfu urzędowego chrześcijaństwa musiały dawne wierzenia i obyczaje albo zupełnie zaniknąć albo też przystosować się do zmienionych warunków i przyłączyć się do jednego z najbliższych świąt chrześcijańskich. Tak stało się z kultem Dziadów na Litwie, który dopiero w czasach mickiewiczowskich zlał się w jedno z świętem Zaduszek i tak też stało się z radosnym kultem Kupały. Przyłączył się do najbliższego kalendarzowo święta — świętego Jana Chrzciciela, przez co data Kupalnocki faktycznie przesunęła się o dwa dni i tem się tłumaczy, czemu to pogańskie święto Kupały obchodzimy obecnie jako Noc świętojańską i to nie 21-go czerwca, jakby historycznie wypadało, lecz 23-go.

Przeszły stulecia. Zgasła świetność dawnej Rzeczypospolitej. Nad krajem przewaliła się burza napoleońska. Lecz dawny obyczaj trwał. Warszawa, jak zawsze — tak i w tym wypadku przodowała krajowi. Kurjer Warszawski z dnia 24-go czerwca 1821 roku pisze w ten sposób: „Wczorajszego wieczora znaczna część mieszkańców stolicy rozmaitych stanów udała się nad Wisłę dla przypatrywania się corocznemu w wigilję Świętego Jana puszczaniu dziewiczych wianków na bieżącą wodę. Zwyczaj ten narodowy, zwany Sobótkami, trwa jeszcze od czasów pogańskich, a gdy tyle obrzędów dawnych czas zniszczył lub zmienił, dziewczęta Sobótki troskliwie zachowują aż do dni naszych”.

I tak doczekała się Sobótka czasów wolnej Rzeczypospolitej. A Warszawa, serce Polski, z każdym rokiem bogaciej i piękniej obchodzi na swej Wiśle ten czar nocy świętojańskiej, zmieniając na tę noc ciemne fale Wisły w jakiś czarodziejski „sen nocy letniej”…

Sport Wodny Nr 7, 20 czerwca 1932r

Pin It

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *