Ratowanie tonących w Holandii

iplywamy 19:59

Ratowanie tonących w Holandii

ratowanie tonących

„Zoolang nog niet ieder kan zwemmen moet ieder zwemmer kunnen redden”

„Jak długo nie każdy umie pływać, każdy pływak musi umieć ratować tonących”.

Piękną jest ta dewiza Holenderskiego Związku Ratowania Tonących. Dewizą tą zainteresował się nasz Związek Pływacki. Zagadnienie ratownictwa, przy gwałtownym wzroście pędu do pływania, kajakowania, jachtingu i innych sportów wodnych, staje się u nas zagadnieniem pierwszorzędnej wagi dla wszystkich wychowawców fizycznych. Kraj nasz traci co roku tyle ofiar wody, że warto jest zapoznać się z organizacją i pracą ratownictwa w Holandii kraju morza i tysięcy kanałów, który ilość tych wypadków ograniczył do zaledwie 600 rocznie.

Polski Związek Pływacki, rozumiejąc ważność zagadnienia ratownictwa, wszedł w kontakt ze znanymi ze swej działalności i świetnej organizacji, Związkami ratowania tonących w Holandii i w Niemczech.

Przy pomocy Państwowego Urzędu Wychowania Fizycznego i C.I.W.F’u wysłał do tych krajów swego delegata dla zapoznania się z całością organizacji, pracy i z techniką ratownictwa.

Polski Związek Pływacki projektuje w najbliższym już czasie rozpocząć instruktorski kurs ratowania tonących, który da kadry instruktorów i pozwoli na stworzenie początkowo wydziału w ramach P.Z.P., a z czasem i samodzielnego Polskiego Związku Ratowania Tonących.

Sprawa utworzenia takiego Związku i zakładania oddziałów ratowniczych jest u nas nadzwyczaj aktualna. Wymagają tego tak interesy ogólno-społeczne, jak i interesy całości wychowania fizycznego.

Przyszły sezon obozów letnich i obozów sportów wodnych powinniśmy rozpocząć, mając już pewne kadry ratowników, które najłatwiej byłoby wyszkolić już zimą w krytych pływalniach.

Niejednego wychowawcę fizycznego, szczególnie zaś mającego jakąś styczność ze wspomnianymi obozami, zainteresuje organizacja i praca ratownicza w Holandii, którą miałem możność poznać i którą podaję tu w zarysie.

Już w roku 1756 powstaje w Amsterdamie „Maatschappy tot redding van Dreukelingen”. Stowarzyszenie to, założone przez grono poważniejszych i często starszych już obywateli, ograniczało swą działalność jedynie do przywracania do życia wyciągniętych z wody topielców. Stowarzyszenie to istnieje w Holandii po dziś dzień i posiada szereg wpływowych i bogatych członków, którzy wspierają finansowo zawiązany w roku 1917 „Nederlandsche Bond tot het redden van Drenkelingen”.

Holenderski Związek Ratowania Tonących powstał z połączenia rozwijających się samodzielnie od r. 1909 rozmaitych, rozrzuconych po całym kraju oddziałów (Brygad) ratownictwa. Jest to obecnie ogromny związek, który pod kierunkiem założyciela i obecnego prezesa Bierlee, wyszkolił ponad 20 tysięcy czynnych ratowników-członków związku, zobowiązanych zawsze i wszędzie do niesienia swej pomocy tonącym. Związek, który egzystuje jedynie z ofiarności swych członków, wszystkich ich ubezpiecza od wypadku śmierci, choroby lub strat, związanych z akcją ratowniczą.

Działalność ratownicza związku przejawia się w całym kraju, przy każdej okazji. Nie tylko młodzi ludzie ale i starsi, zasłużeni już członkowie związku nie pominą nigdy okazji, by dać współobywatelom żywy przykład poświęcenia przy ratowaniu tonących. Przed paru np., zaledwie tygodniami, przeszło pięćdziesięcioletni prezes Związku p. Bierbe skoczył z mostu w zimną wodę jednego z kanałów Amsterdamu, by uratować życie tonącemu.

Ilość wyszkolonych ratowników w Holandii wynosi znacznie nawet ponad wspomniane 20 tysięcy. W. r. 1931 mianowicie, jeden z członków zarządu związku wystąpił z niego, tworząc w Rotterdamie Holenderską Centralę Brygad Ratowniczych (Nederlendsche Cetrale Redingsbrigade), która, mając te same cele, co i Związek, zwiększyła jeszcze ilość oddziałów (brygad) ratowniczych i zasiliła kraj kilku tysiącami czynnych pływaków-ratowników.

Jak zdołano wciągnąć masy do pracy w ratownictwie, w jaki sposób spopularyzowano je? Nadzwyczajny rozwój, popularność pływania i kolosalne kadry świetnie wyszkolonych pływaków i kryte baseny, posiadane przez każde niemal miasteczko były gruntem na którym ratownictwo mogło rozwinąć się tak wspaniale. Do rozwoju tego przyczyniła się propaganda, świetnie prowadzona, szeregiem ciekawych odczytów połączonych z wyświetlaniem specjalnych filmów, przez p. A. S. Uleyerinka oraz wydawane przez szereg brygad ratowniczych miesięczniki, omawiające rozmaite zagadnienia ratownictwa.

Prawdziwą jednak popularność zdobyto w Holandii dla ratownictwa nie przez samo zrozumienie ważności zagadnienia. Zrozumienie to mogło dać wprawdzie pewną ilość czynnych członków związku i pewną ilość osób wspierających finansowo prace tego związku. Wciągnięcie jednak mas młodzieży, rozentuzjazmowanie jej sztuką ratownictwa wymagało jakiegoś specjalnego bodźca.

Bodźcem tym był sportowy sposób ujęcia umiejętności ratowniczych. Z ratownictwa zrobiono użyteczny i zarazem piękny, porywający tak młodzież jak i starszych sport.

Stworzono szereg konkurencji, w których rywalizują, walcząc z sobą w rozmaitych kategoriach, tak dziewczęta jak chłopcy, a często już panie i panowie.

Dwa razy do roku odbywają się wewnętrzne zawody brygad ratowniczych i mistrzostwa między brygadowe. Będąc gościem Związku, miałem możność oglądania takich zawodów w Maastricht i w Amsterdamie. Rozmaitość ciekawych konkurencji oraz ilość startujących i publiczności była imponująca.

Między zawodnikami widziało się tak młode kilkunastoletnie dziewczęta, chłopców jak i starsze panie i zupełnie już siwych lub łysych policjantów. Były tam wyścigi w pływaniu w ubraniu żabką na 50 i 75 mtr., w holowaniu 25 metrów topielca, którego wyobrażała kukła wagi 35 kg. o dużym ciężarze gatunkowym. Kukłę tą otrzymywał w wodzie każdy z walczących pływaków po przepłynięciu 75 lub 125 metrów.

Szukano też pod wodą takiej zatopionej kukły, wydobywano ją i holowano do brzegu walcząc na czas. Ścigano się, nurkując na odległość 25 mtr. pod wodą itd. itd. W osobnych grupach panie ponad 30 lat i panowie ponad 35 walczyli płynąc 25 mtr. z pseudo topielcem, a nawet i mający już ukończone 50 lat panowie rozgrywali jeszcze między sobą wyścig na 50 mtr. w którym po przepłynięciu żabką 25 mtr. trzeba było holować 25 mtr. wspomnianą już kukłę.

Niezależnie od mistrzostw i innych zawodów w ratownictwie, co pewien czas odbywają się próby sprawności ratowniczej dla wszystkich członków brygad ratowniczych. Próby te odbywa się w celu uzyskania odpowiedniego stopnia i dyplomu ratowniczego. Regulamin Holenderskiego Związku Ratowania Tonących przewiduje próby dla uzyskania dyplomów (stopni):

t.zw. Przygotowawczego

  • A
  • B
  • C (instruktorskiego)
  • Ratownika wybrzeża morskiego

Jakich też umiejętności wymaga się od zwykłego ratownika (t. zw. Dyplom A).

Regulamin Związku wymaga od kandydatów do dyplomu A:

Gruntownych umiejętności ratownika i znajomości wszystkich możliwych nieszczęśliwych wypadków w wodzie, na lodzie oraz znajomości sprzętu ratowniczego i zasadniczych niebezpieczeństw morza. Do znajomości niebezpieczeństw morza należy np. znajomość sposobu i miejsc tworzenia się u wybrzeży niebezpiecznych głębokich dołów podczas rozmaitych wiatrów stałych.

Umiejętność wykonania w ubraniu:

a) Skoku ratowniczego do wody z wysokości jednego metra (bez zanurzania głowy). Przepłynięcia 20 mtr. (nie tracąc z oczu miejsca zatopienia kukły). Nurkowanie na głębokości około 3 mtr. znalezienie i przyholowanie płynąc na plecach (żabką) 20mtr. Chwytem za głowę kukły lub ubranego pseudo-topielca. (Kukłę tą zatapia się na oczach wykonującego próbę, który może wykonać cztery próby nurkowania celem wydobycia jej. W basenach krytych należy ją wydobyć z wody już za pierwszą próbą nurkowania. W wyjątkowych tylko wypadkach komisja egzaminacyjna może zezwolić na nurkowanie po nią po raz drugi.

Przy użyciu do wydobywania z dna i holowania pseudo-topielca waga jego powinna mniej więcej odpowiadać wadze wykonywującego próbę.

b) Umiejętności i sprawnego wykonania tak na lądzie jak i pływając stojąc w wodzie chwytów uwalniających od tonącego. Wymagane jest mianowicie sprawne uwolnienie się i obezwładnienie, potrzebne do holowania, tonącego który chwyta, za rękę oburącz, za oba nadgarstki z góry lub z dołu, za szyję, wpół po przez ręce i za szyję od tyłu.

Wykonywanie w kostiumie pływackim:

a) Płaskiego skoku startowego do wody i przepłynięcie (bez wynurzania się) 10 mtr. pod wodą.

b) Ratowniczego skoku, (nie tracąc z oczu tonącego) i holowanie jego, płynąc na plecach, na odległość 10 mtr, chwytem za łokcie, za nadgarstki i za barki. Holowanie na plecach na odległość 5 mtr. chwytem podwójnego Nelsona i (płynąc na boku) trzymając tonącego jedną ręką w półnelsonie, od tyłu za ramiona lub wpół. (Wykonujący może, o ile zachodzi potrzeba, wypoczywać nieco między poszczególnymi próbami);

c) Płaskiego skoku startowego i przepłynięcie 100 mtr. Żabką i 50 mtr. żabką na plecach z rękoma na biodrach) w czasie mniejszym od pięciu minut.

Należy poza tym wykazać się znajomością umiejętnej pomocy doraźnej w wypadkach konieczności przywrócenia życia nieprzytomnego topielca.

Jak widać z tego wymagania na najniższy stopień ratownika są bardzo duże.

Dla względnie łatwego opanowania tych umiejętności trzeba być dobrym pływakiem, świetnie pływającym w ubraniu stylem klasycznym (żabką). Pozwala to na szybkie płynięcie do tonącego, nie tracąc go z oczu i swobodne holowanie go na plecach. Inne umiejętności, jak szukanie pod wodą nurkując i sprawne wykonywanie chwytów w wodzie wymagają specjalnych ćwiczeń.

Doświadczenia Holendrów wykazują, że każdy przeciętny pływak w ciągu dwu miesięcy (8 – 10 lekcji) może zdobyć umiejętność ratownika.

Por. Kazimierz Laskowski, Wychowanie Fizyczne, nr 9-11, 1936r.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dwa × 5 =